Zbudziłam się rano i spojrzałam na okno. Wstałam i odsłoniłam zasłony. Zaczęłam wpatrywać się w okno,wspominając wczorajsze wydarzenia. Westchnęłam. Czy to musi być takie trudne? Dlaczego ojciec tak się zachowuje. Walnęłam dłonią w ścianę. Mam tego dość. Wyjadę. Nie wiem gdzie,ale wyjadę.
Z tą myślą wyszłam z komnaty i udałam się do sali tronowej,gdzie teraz odbywało się śniadanie. Wchodząc,wymusiłam na twarzy uśmiech i zasiadłam do stołu. W ekspresowym tempie zjadłam śniadanie i wyszłam z sali. Udałam się do Gajusza na kontrolę. Weszłam do niego z lekkim uśmiechem,ale uśmiech zszedł z mojej twarzy,gdy ujrzałam Merlina. Westchnęłam cicho i skrzywiłam się lekko. Musiał mnie unikać i nie odzywać się ani słowem. Jakie to trudne! Tak bardzo chciałam z nim porozmawiać,jednakże nie mogłam. Ze łzami w oczach stałam i czekałam,aż Gajusz skończy sprawdzać moje rany i mój stan. Gdy skończył wyszłam i pobiegłam do siebie. Usiadłam na łóżku. Westchnęłam i wstałam. Nie ma mowy. Nie dam się. Pokażę im wszystkim,że potrafię bez nich żyć. Z tą myślą wyszłam z komnaty i poszłam do Percivala. Młody rycerz,widząc mnie nieco się zdziwił.
~ Moja pani. Co Cię tu sprowadza - spytał młodzieniec.
~ Chciałabym Cię prosić,abyś wybrał się ze mną na mały spacer. Co TY na to? - spytałam.
~ Z przyjemnością - wziął mnie pod rękę i poszliśmy.
Udaliśmy się na przechadzkę po lesie. Opowiedziałam Percivalowi o wydarzeniach wczorajszego dnia. Chłopak obiecał porozmawiać z Merlinem. Gdy tak spacerowaliśmy ujrzałam małego bruneta. Chłopak przyglądał mi się z zaciekawieniem. Puściłam Percivala i podeszłam do chłopca wyciągając ku niemu swoją drobną dłoń. Chłopiec niepewnie za nią chwycił. Przytuliłam go do siebie,
~ Co tu robisz sam? - spytałam go.
~ Chodzę. Nie mam rodziny,ani przyjaciół księżniczko. Jestem Mordred - mruknął chłopiec.
~ Mordredzie może pójdziesz z nami do Camelot? - zaproponowałam.
~ Nie mogę. Twój ojciec mnie zabije. Jestem druidem. - chłopiec posmutniał.
~ Obiecuję,że nikt Cię nie skrzywdzi. Nie pozwolę na to! - oznajmiłam.
Chłopiec zgodził się iść ze mną. Wzięłam go za rękę i wróciliśmy w trójkę do Camelot. Poszłam z Mordredem do ojca i oznajmiłam mu,że od dzisiaj zajmę się tym chłopcem. Ojciec o dziwo się zgodził. Uradowana wzięłam Mordreda za rękę i poszliśmy w stronę mojej komnaty. Morgana wraz z Gwen poszły za nami. Merlin spojrzał tylko ukradkiem na nas i westchnął. Ja natomiast spuściłam wzrok i przygryzłam wargę. Chłopiec widząc to,ścisnął mocno moją dłoń. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie. Po jakimś czasie weszliśmy do mojej komnaty.
Mordredzie jak na razie musisz spać ze mną. Niestety,ale później poproszę Agnes i Lisę,żeby znalazły komnatę dla Ciebie dobrze? - uśmiechnęłam się.
Mały tylko pokiwał głową i usiadł na łóżku. Przytuliłam go mocno. Gdy weszła Morgana i Gwen,chłopiec przywitał się z nimi. Okazało się,że obie go znają. Myślę,że to dobre dziecko. Przynajmniej ja mam zamiar zrobić,żeby tak było. Pokochałam tego malucha. Będę go traktowała jak syna,lub brata.
Podałam mu kilka ciuchów na przebranie. Miałam nadzieję,że mu się tutaj spodoba. Chłopiec przebrał się i oboje ruszyliśmy na przechadzkę po zamku. Pokazywałam mu wszystko,a on słuchał mnie z zaciekawieniem. Powiedział mi,że będę wspaniałą matką kiedyś. Zaśmiałam się na jego słowa i pokręciłam nieco głową. To niedorzeczne. Chłopiec przystanął gdy tylko koło nas przeszedł Merlin. Nie wiem co Mordred zrobił,ale Merlin podszedł do nas i stał tak wpatrując się we mnie.
~ Merlinie? Czy coś się stało? - spytałam.
~ Przepraszam. - przytulił mnie.
~ Za co? - zdziwiłam się.
~ Za moje słowa. Nie chciałem Cię zranić ani opuścić. Po prostu stwierdziłem,że tak będzie lepiej - westchnął.
~ Już dobrze. Nic się nie stało. - przytuliłam go mocno i pocałowałam w policzek.
~ Ale i tak przepraszam. - mruknął tuląc mnie.
~ Oj przestań już. Chodź z nami na spacer. - zaproponowałam.
~ Dobrze. Pójdę. - przytaknął Merlin.
Do nas przyszła mała Eliza. Ja,Mordred,Merlin i Eliza poszliśmy na spacer. Czułam się przy nich wyjątkowo. Tak. To było uczucie jakbyśmy byli rodziną. Merlin nawet zgodził się ze mną,że dobrze robię biorąc pod opiekę małego. Czas spędziliśmy w parku na pikniku. Śmialiśmy się,wygłupialiśmy,przytulaliśmy. Wszyscy byliśmy szczęśliwi. Po pikniku wróciliśmy do zamku. Ja i Mordred oraz Eliza udaliśmy się do mojej komnaty,a Merlin niestety musiał iść pomóc Arturowi. Jak zwykle. Pomachałam mu i obiecałam,że odwiedzę go wieczorem. Przygotowałam kolację dzieciakom i podałam im. Gdy jedli,ja ścieliłam im moje łóżko. Po skończonym posiłku Mordred i Eliza wykąpali się i położyli spać. Wyściskałam ich i poszłam do Merlina. Chłopak już tam był. Przytuliłam się do niego i pocałowałam w policzek. Położyłam się na jego łóżku,a on obok mnie. Objął mnie i oboje zamknęliśmy oczy. Zasnęłam myśląc o mojej rodzinie.
Story of Pendragon
niedziela, 30 września 2012
poniedziałek, 3 września 2012
Opiekun jednorożców i dziwna pobudka.
Nocia dedykowana Lisie. For You kochana. ;3
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spałam sobie smacznie śniąc o pomidorach,aż tu nagle obudził mnie jakiś okropny zapach. Spojrzałam na winowajcę i ujrzałam Lisę,która trzymała cudownie pachnącą skarpetkę,jednym słowem mówiąc śmierdzącą. To było straszne! Czy ona chciała mnie zabić? O.O Zerknęłam w lewo,a Merlin jak gdyby nigdy nic spał niewzruszony. Czyli wychodzi na to,że tylko ja mam taki zajebisty węch i wszystko wyczuję! Ou yeah *_*
~ Lisa,TY małpo chciałaś mnie zabić? Q-Q - jęknęłam z bólem w sercu. Jak ona tak mogła no jak jak jak?
~ Oj tam,Olivio pomyślałam sobie,że wybierzemy się na małe polowanie. - rzekła uradowana ze swych czynów zacna siostra Merlina.
~ Jasne. Niech będzie. - oznajmiłam i wygramoliłam się spod kołderki,spadając z łóżka. Leżałam twarzą na ziemi. Zerknęłam na Lisę,a ta się śmiała. Podniosłam się,wzięłam miotłę i wymierzyłam w Lisę.
~ No co? To było nieziemskie! - zachchotała brunetka.
~ Waćpanna przestanie się śmiać,albo waćpannę dźgnę w nerę miotełką! - zagroziłam jej.
~ Orzesz w mordę jeżozwierza. Pani wybaczy. - skłoniła się lekko i pokazała język dźgając mnie w nerę palcem.
~ O nie! Lisa! - pisnęłam przerażona i dorwałam ją. Zaczęłam łaskotać.
~ Nie,błagam przestań. Obudzisz Agnes,Merlina i Gajusza. - Lisa śmiała się wniebogłosy.
~ I tak powinni już wstać! - łaskotałam dalej niewzruszona.
~ Okrutnica! - wyrwała mi się i zwiała.
~ Lisa wracaj! - krzyknęłam wybiegając za nią. Biegłam i biegłam,wymijając mieszkańców zamku. O mały włos i wpadłabym na sir Percivala. Spojrzał na mnie jak na wariatkę,a ja pobiegłam dalej machając mu i szczerząc się jak jakiś debil. Dorwałam Lisę za drzwiami komnaty Morgany. Chwyciłam ją za nadgarstek i poprowadziłam na bok.
~ Dobra chodź na te polowanie! - dorwałam dwa konie i podałam jednego Lisie. Wsiadłam na swojego i ruszyłam do lasu. Uwielbiam włóczyć się po lesie we dwie osoby. Przynajmniej mamy ciszę i spokój. Lisa ruszyła za mną. Obie jechałyśmy na koniach,nie zważając na to,czy ktoś nas spotka,czy będą nas szukać. akurat to nas nie obchodziło. wyciągnęła włócznię z pochwy i podałam Lisie. Upatrzyła sobie piękny okaz jelenia. Trafiła go włócznią i bam jeleń padł trupem. Zsiadłam z konia i ruszyłam w stronę zabitego zwierza. Związałam go sznurkiem i położyłam na koniu. spojrzałam w prawo,jakby coś mnie tam ciągnęło i ujrzałam tam piękny okaz konia. Tyle,że to nie był koń. to było coś więcej. Miało róg na czole. chyba jednorożec. Uradowana podbiegłam do zwierzęcia i przytuliłam je mocno. Lisa podbiegła do mnie,jakby nie wiedząc o co chodzi. Gdy ujrzała zwierzę,też je pokochała. Było przecudowne. Takie małe bezbronne zwierzątko. Ja chcę je do zamku! Tuliłyśmy się tak do zwierzęcia aż tu nagle,ni stąd ni zowąd wyskoczył nam ktoś przed oczami. Kobieta,a przynajmniej tak wyglądała. Była ubrana w długą pelerynę,czarny gorset i czarne leginsy. Istna bogini sexu co nie? A jej kłaki się wyróżniały. Były niebieskie. Co to jakaś moda na niebieskie kłaki? Ja też takie chcę! Na pewno by mi pasowały! xD
~ Kim jesteś? - spytałam nadzwyczaj mądrze.
~ Ja? Jestem Sindy Tetsuya i jestem opiekunką jednorożców. - oznajmiła nam kobitka.
~ Serio? Ja jestem Olivia Pendragon i jestem córką króla Uthera,a to Lisa. siostra Merlina. - oznajmiłam kobietce.
~ Cóż was tu sprowadza niewiasty? - wybrząkała Sindy,wpatrując się w nas.
~ Polujemy na zwierzęta. Nie licząc jednorożców,bo to cudne zwierzęta! - rzekła Lisa.
~ Rozumiem. Może wybierzecie się ze mną na spacerek? - poprosiła grzecznie Sindy,skacząc radośnie w stronę jeziora.
~ Jasne. Kocham spacerki. Spacerki są takie zacne! - oznajmiłam z radością i ruszyłyśmy we trzy na małą przechadzkę. Szłyśmy i szłyśmy,a końca nie było widać. Wkońcu przystanęłam lekko zmęczona. Ileż można chodzić w kółko? Zrobiłam minę mówiącą,że mam dość i usiadłam na trawie. Ciekawe co robią w zamku. My tu się lenimy i spacerujemy,a nas to pewnie szukają. Zamyśliłam się wpatrując w niebo. Jeśli ojciec się dowie o tym,że podkochuję się w słudze brata,będzie z nami cienko. Nie chciałam,żeby komukolwiek cokolwiek się stało,a znając ojca jeszcze by coś zrobił Merlinowi. Wstałam i westchnęłam cicho. Postanowiłam wracać,chciałam to oznajmić Sindy i Lisie. Podniosłam głowę do góry i spojrzałam na obie. I co ujrzałam? Obie tańczyły jakiś dziwny taniec wygibaniec. Otworzyłam oczy ze zdziwienia.
~ Ekhem a co wy robicie? - spytałam je.
~ Tańczymy. - rzekły mi obie.
~Zajebisty taniec. -jęknęłam przerażona,patrząc na nie. Po chwili sama się do nich przyłączyłam. no chyba mnie pojebało do reszty. Tańczę jakieś dziwne tańce,zamiast wracać. Odskoczyłam na bok i spojrzałam wymownie na nie.
~ Koniec! Idziemy do zamku. - krzyknęłam,na co obie zerknęły na mnie jak na wariatkę.
~ Daj spokój,chodź tańczyć. - poprosiła Lisa.
~ Nie mam ochoty. Ja wracam,a wy róbcie co chcecie. - wzruszyłam ramionami i ruszyłam w kierunku zamku. Szłam przez las co chwilę się potykając. Chciałam być jak najszybciej na miejscu. Po chwili usłyszałam kroki za sobą. Obróciłam się do tyłu i zobaczyłam Sindy i Lisę. dogoniły mnie i szłyśmy ramię w ramię. Przed wejściem do zamku przed naszymi twarzami wyrósł ogromny wąż. Spojrzałam na zwierzę wzrokiem mówiącym; 'wtf'' i wyciągnęłam z pochwy miecz. Wymierzyłam w niego,chcąc go trafić. Jednakże nie udało mi się. Zwierzę odtrąciło mi z rąk miecz,a ja wylądowałam koło muru. Lisa zaatakowała,rzuciła się na węża z wściekłością. Ugodziła go w szyję. Podniosłam się i chwyciłam swój miecz,podbiegłam do zwierzęcia i wymierzyłam cios. Obcięłam mu głowę,ale zanim to zrobiłam wąż ugryzł mnie w rękę. Skrzywiłam się i dokonałam ciosu. Gdy pokonałyśmy potwora usiadłam na ziemi. Zrobiłam się senna,zamknęłam powieki i straciłam przytomność. Usłyszałam głosy. Ktoś widocznie biegł w naszą stronę,potem poczułam jak ktoś mnie podnosi. Mimo iż byłam nieprzytomna czułam wszystko i słyszałam.
~ Co się stało? - spytał przerażony Artur.
~ Wąż ją ugryzł,ale udało jej się go zabić. - oznajmiła Sindy.
~ A TY to kto? - spytał inteligentcie Artur.
~ Ja? Jestem Sindy Tetsuyya. - oznajmiła pani jednorożców.
~ Aha. Zabiorę ją do zamku. Chodźcie ze mną. - wziął mnie na ręce i ruszył do mojej komnaty. Chciałam otworzyć oczy,jednakże nie umiałam. Nie udawało mi się.
~ Połóż ją na jej łóżku panie. - rzekła Lisa.
~ Wiem wiem. Idźcie po Gajusza. - Artur położył moje ciało na łóżku i wpatrywał się we mnie. Po chwili do mojej komnaty wpadło kilka osób. Słyszałam glosy i rozpoznałam Lisę,Gajusza,Artura no i ten ostatni głos. Tak dobrze mi znany. Merlin.. Jednak to nie wszyscy,przemówiły jeszcze dwie osoby. Rozpoznałam głos Elizy i Sindy. Zawzięcie o czymś rozmawiali,a nawet się sprzeczali. Wyliczyłam,że w mojej komnacie znajdowało się sześć osób. Dopóki nie usłyszałam głosu ojca...
~ Gdzie ona jest? - do mojej komnaty wpadł wystraszony ojciec.
~ Leży na łóżku. - oznajmił Artur.
~ Gajuszu,czy ona z tego wyjdzie? co jej jest? - spytał medyka król.
~ Sądzę,że w jej organizmie jest jad węża. Zrobię wszystko co w mojej mocy,żeby się go pozbyć. - rzekł Gajusz.
~ Zapewne potrzebujesz pomocy. Niech bliźniaczki,Gwen i Merlin Ci pomogą. - ojciec ucałował moją dłoń i wyszedł.
~ Idę się nim zająć. Z Morganą się nim zajmiemy,a wy postarajcie się,żeby Olivia była cała i zdrowa - Artur wyszedł za ojcem. Ktoś usiadł na łóżku i chwycił mnie za dłoń.
~ Mamo,proszę. wyjdź z tego. - jeknęła eliza. Zaczęła płakać.
~ Zabierzcie ją stąd. - poprosił Gajusz.
~ Ja z nią pójdę. - oznajmiła wszystkim Gwen i wyszła z małą. Ruszyła do króla.
~ Gajuszu jak Ci pomóc? - spytał go Merlin.
~ Nie wiem,czy będziesz potrafił. - westchnął medyk.
~ Uważasz,że to czary? - spytał przestraszony chłopak.
~ Myślę,że ktoś celowo chce doprowadzić do załamania nas wszystkich. - pokręcił głową Gajusz.
~ Spokojnie,coś znajdziemy. Będzie dobrze. - Merlin był dobrej myśli.
~ Idź do Artura,on Cię potrzebuje. - poprosił go Gajusz. Merlin wyszedł. Gajusz został sam z Sindy,Agnes i Lisą. Ciekawe co ze mną zrobią.
~ Potrzebuję wody,łez jednorożca,kwiatów,liści i noża. - wyliczył medyk. Dziewczęta przyniosły mu wszystko po kilku minutach. Gajusz zrobił preparat dla mnie i posmarował nim ranę. Dał mi coś do wypicia. Otworzyli mi buzię i wlali to coś. Musiałam połknąć,więc zmusiłam się do połknięcia tego. Wciąż leżałam niczym jakaś lalka. Cholera chcę wstać. Czułam się dziwnie,teraz ja leżałam,a Merlin z raną biegał po królestwie. Moja wina. Gdybym nie nadziała się na węża. Po chwili ręka zaczęła mnie piec,a ja tylko się skrzywiłam. Cholernie bolało. Zwijałam się z bólu,gdyż poczułam także ból w klatce piersiowej. Bolało niemiłosiernie. Błagałam,żeby przestało. Na zewnątrz usłyszałam kłótnię. Ojciec z Merlinem rozmawiał o mnie,a Artur się wtrącił. Czy ja dobrze usłyszałam? Ojciec zabronił Merlinowi zbliżać się do mnie,a Arturowi puszczać go w moją stronę. dlaczego to zrobił? Bo wiedział,że zależy mi na Merlinie,a przecież Merlin jest sługą Artura. Po moim policzku poleciała łza. Dlaczego to wszystko jest takie dziwne. Ból się nasilił. Kręciłam isę na wszystkie strony,chciałam się obudzić i pozbyć bólu. Jęknęłam głośno,to było nie do zniesienia. Do pokoju ktoś wbiegł.
~ Olivia? - spytał Artur. - Co się dzieje?
~ Spokojnie synu. Gajuszu? - spytał Uther medyka.
~ Ma bóle. Nie chcą ustąpić. Myślę,że Eliza i Merlin powinni nad nią czuwać. - oznajmił medyk.
~ Eliza i Merlin? Jesteś pewien? - spytał mój ojciec.
~ Oczywiście. - przytaknął Gajusz.
~ No dobrze. Merlinie,Elizo wejdźcie! - rzekł król.
~ Zostańcie z nią. Strzeżcie jej. - wybąkał Gajusz i wszyscy prócz Merlina i Elizy wyszli.
~ Trzymaj się mamo. Wyjdziesz z tego. - mała blondwłosa dziewczynka chwyciła moją bladą dłoń.
~ Olivio musisz walczyć z bólem. Jeśli pozwolisz,żeby jad doszedł dalej umrzesz. - oznajmił mi Merlin. Starałam się walczyć. Oboje trzymali mnie za ręce. A ja walczyłam z bólem. Czułam w ciele gorącą ciecz,czyżby jad rozprzestrzeniał się coraz szybciej. Błagałam w myślach,żeby przestał. Po chwili ujrzałam jakąś kobietę w swoim ciele. Uśmiechała się do mnie,a obok niej pojawił się wąż. Spojrzałam na nią wystraszona,a ona jakby rozbawiona wyciągnęła w moją stronę dłonie. Chwyciłam ją za ręce,a ból ustał. Poczułam się lepiej i opadłam na poduszki. Podziękowałam kobiecie skinieniem głowy. Widać było,że była dobra. Ciekawe kto to był. Wyglądała jak mama. Może mnie broniła przed potworem. Wiem tylko tyle,że usunęła jad z mojego ciała. Byłam jej wdzięczna. Usłyszałam w swoich myślach tylko: 'jako podziękowanie uważaj na siebie i strzeż młodego czarodzieja oraz swojego brata'. Szepnęła mi kobieta i zniknęła. Odpłynęłam. Udałam się do krainy snów. Po kilku godzinach odzyskałam czucie w ciele i deklikatnie poruszyłam ręką,po czym otworzyłam oczy.
~ Olivia? - spytał rozespany Merlin.
~ Mama? - ucieszyła się Eliza.
Uśmiechnęłam się do nich delikatnie otwierając oczy,przytaknęłam głową i podniosłam się.
~ Tak to ja. - powiedziałam cichutko. Oboje mnie mocno przytulili. Wtuliłam się w nich. Eliza poszła po resztę. Wszyscy wpadli do mojej komnaty i mnie wyściskali. Gajusz oznajmił im,że potrzebuję odpoczynku. Wszyscy się zgodzili,a ja tylko chciałam,żeby Merlin został. Gdy Eliza,tata,Artur,Agnes,Lisa,Morgana,Gajusz,Gwen i Merlin zaczęli ruszać do wyjścia. Ja usiadłam na łóżku i wstałam. Spojrzałam na Merlina i delikatnie chwyciłam go za dłoń.
~ Zostań. - poprosiłam go.
~ Nie mogę. - oznajmił mi. - Przykro mi. - pocałował mnie w czoło.
~ Dlaczego nie? - posmutniałam.
~ Nie jestem dla Ciebie. Jesteśmy różni. Ty jesteś księżniczką,a ja sługą Twojego brata. Ja jestem czarodziejem,a Ty córką człowieka,który nienawidzi magii. - westchnął Merlin.
~ Nie interesuje mnie różnica. W miłości ona się nie liczy. - mruknęłam do niego.
~ Olivio,to nie ma sensu. Przykro mi. - pocałował mnie w policzek i wyszedł. Był smutny,to było widać. Ja tylko rzuciłam się na łóżko i skuliłam. Nie odezwę się,ani do Merlina,ani do ojca przez jakiś czas. Skoro tak to ma wyglądać,to zacznę flirtować z jakimś rycerzem. Ugh. Jakież to życie jest okrutne. Z tą myślą wymęczona tym wszystkim zasnęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spałam sobie smacznie śniąc o pomidorach,aż tu nagle obudził mnie jakiś okropny zapach. Spojrzałam na winowajcę i ujrzałam Lisę,która trzymała cudownie pachnącą skarpetkę,jednym słowem mówiąc śmierdzącą. To było straszne! Czy ona chciała mnie zabić? O.O Zerknęłam w lewo,a Merlin jak gdyby nigdy nic spał niewzruszony. Czyli wychodzi na to,że tylko ja mam taki zajebisty węch i wszystko wyczuję! Ou yeah *_*
~ Lisa,TY małpo chciałaś mnie zabić? Q-Q - jęknęłam z bólem w sercu. Jak ona tak mogła no jak jak jak?
~ Oj tam,Olivio pomyślałam sobie,że wybierzemy się na małe polowanie. - rzekła uradowana ze swych czynów zacna siostra Merlina.
~ Jasne. Niech będzie. - oznajmiłam i wygramoliłam się spod kołderki,spadając z łóżka. Leżałam twarzą na ziemi. Zerknęłam na Lisę,a ta się śmiała. Podniosłam się,wzięłam miotłę i wymierzyłam w Lisę.
~ No co? To było nieziemskie! - zachchotała brunetka.
~ Waćpanna przestanie się śmiać,albo waćpannę dźgnę w nerę miotełką! - zagroziłam jej.
~ Orzesz w mordę jeżozwierza. Pani wybaczy. - skłoniła się lekko i pokazała język dźgając mnie w nerę palcem.
~ O nie! Lisa! - pisnęłam przerażona i dorwałam ją. Zaczęłam łaskotać.
~ Nie,błagam przestań. Obudzisz Agnes,Merlina i Gajusza. - Lisa śmiała się wniebogłosy.
~ I tak powinni już wstać! - łaskotałam dalej niewzruszona.
~ Okrutnica! - wyrwała mi się i zwiała.
~ Lisa wracaj! - krzyknęłam wybiegając za nią. Biegłam i biegłam,wymijając mieszkańców zamku. O mały włos i wpadłabym na sir Percivala. Spojrzał na mnie jak na wariatkę,a ja pobiegłam dalej machając mu i szczerząc się jak jakiś debil. Dorwałam Lisę za drzwiami komnaty Morgany. Chwyciłam ją za nadgarstek i poprowadziłam na bok.
~ Dobra chodź na te polowanie! - dorwałam dwa konie i podałam jednego Lisie. Wsiadłam na swojego i ruszyłam do lasu. Uwielbiam włóczyć się po lesie we dwie osoby. Przynajmniej mamy ciszę i spokój. Lisa ruszyła za mną. Obie jechałyśmy na koniach,nie zważając na to,czy ktoś nas spotka,czy będą nas szukać. akurat to nas nie obchodziło. wyciągnęła włócznię z pochwy i podałam Lisie. Upatrzyła sobie piękny okaz jelenia. Trafiła go włócznią i bam jeleń padł trupem. Zsiadłam z konia i ruszyłam w stronę zabitego zwierza. Związałam go sznurkiem i położyłam na koniu. spojrzałam w prawo,jakby coś mnie tam ciągnęło i ujrzałam tam piękny okaz konia. Tyle,że to nie był koń. to było coś więcej. Miało róg na czole. chyba jednorożec. Uradowana podbiegłam do zwierzęcia i przytuliłam je mocno. Lisa podbiegła do mnie,jakby nie wiedząc o co chodzi. Gdy ujrzała zwierzę,też je pokochała. Było przecudowne. Takie małe bezbronne zwierzątko. Ja chcę je do zamku! Tuliłyśmy się tak do zwierzęcia aż tu nagle,ni stąd ni zowąd wyskoczył nam ktoś przed oczami. Kobieta,a przynajmniej tak wyglądała. Była ubrana w długą pelerynę,czarny gorset i czarne leginsy. Istna bogini sexu co nie? A jej kłaki się wyróżniały. Były niebieskie. Co to jakaś moda na niebieskie kłaki? Ja też takie chcę! Na pewno by mi pasowały! xD
~ Kim jesteś? - spytałam nadzwyczaj mądrze.
~ Ja? Jestem Sindy Tetsuya i jestem opiekunką jednorożców. - oznajmiła nam kobitka.
~ Serio? Ja jestem Olivia Pendragon i jestem córką króla Uthera,a to Lisa. siostra Merlina. - oznajmiłam kobietce.
~ Cóż was tu sprowadza niewiasty? - wybrząkała Sindy,wpatrując się w nas.
~ Polujemy na zwierzęta. Nie licząc jednorożców,bo to cudne zwierzęta! - rzekła Lisa.
~ Rozumiem. Może wybierzecie się ze mną na spacerek? - poprosiła grzecznie Sindy,skacząc radośnie w stronę jeziora.
~ Jasne. Kocham spacerki. Spacerki są takie zacne! - oznajmiłam z radością i ruszyłyśmy we trzy na małą przechadzkę. Szłyśmy i szłyśmy,a końca nie było widać. Wkońcu przystanęłam lekko zmęczona. Ileż można chodzić w kółko? Zrobiłam minę mówiącą,że mam dość i usiadłam na trawie. Ciekawe co robią w zamku. My tu się lenimy i spacerujemy,a nas to pewnie szukają. Zamyśliłam się wpatrując w niebo. Jeśli ojciec się dowie o tym,że podkochuję się w słudze brata,będzie z nami cienko. Nie chciałam,żeby komukolwiek cokolwiek się stało,a znając ojca jeszcze by coś zrobił Merlinowi. Wstałam i westchnęłam cicho. Postanowiłam wracać,chciałam to oznajmić Sindy i Lisie. Podniosłam głowę do góry i spojrzałam na obie. I co ujrzałam? Obie tańczyły jakiś dziwny taniec wygibaniec. Otworzyłam oczy ze zdziwienia.
~ Ekhem a co wy robicie? - spytałam je.
~ Tańczymy. - rzekły mi obie.
~Zajebisty taniec. -jęknęłam przerażona,patrząc na nie. Po chwili sama się do nich przyłączyłam. no chyba mnie pojebało do reszty. Tańczę jakieś dziwne tańce,zamiast wracać. Odskoczyłam na bok i spojrzałam wymownie na nie.
~ Koniec! Idziemy do zamku. - krzyknęłam,na co obie zerknęły na mnie jak na wariatkę.
~ Daj spokój,chodź tańczyć. - poprosiła Lisa.
~ Nie mam ochoty. Ja wracam,a wy róbcie co chcecie. - wzruszyłam ramionami i ruszyłam w kierunku zamku. Szłam przez las co chwilę się potykając. Chciałam być jak najszybciej na miejscu. Po chwili usłyszałam kroki za sobą. Obróciłam się do tyłu i zobaczyłam Sindy i Lisę. dogoniły mnie i szłyśmy ramię w ramię. Przed wejściem do zamku przed naszymi twarzami wyrósł ogromny wąż. Spojrzałam na zwierzę wzrokiem mówiącym; 'wtf'' i wyciągnęłam z pochwy miecz. Wymierzyłam w niego,chcąc go trafić. Jednakże nie udało mi się. Zwierzę odtrąciło mi z rąk miecz,a ja wylądowałam koło muru. Lisa zaatakowała,rzuciła się na węża z wściekłością. Ugodziła go w szyję. Podniosłam się i chwyciłam swój miecz,podbiegłam do zwierzęcia i wymierzyłam cios. Obcięłam mu głowę,ale zanim to zrobiłam wąż ugryzł mnie w rękę. Skrzywiłam się i dokonałam ciosu. Gdy pokonałyśmy potwora usiadłam na ziemi. Zrobiłam się senna,zamknęłam powieki i straciłam przytomność. Usłyszałam głosy. Ktoś widocznie biegł w naszą stronę,potem poczułam jak ktoś mnie podnosi. Mimo iż byłam nieprzytomna czułam wszystko i słyszałam.
~ Co się stało? - spytał przerażony Artur.
~ Wąż ją ugryzł,ale udało jej się go zabić. - oznajmiła Sindy.
~ A TY to kto? - spytał inteligentcie Artur.
~ Ja? Jestem Sindy Tetsuyya. - oznajmiła pani jednorożców.
~ Aha. Zabiorę ją do zamku. Chodźcie ze mną. - wziął mnie na ręce i ruszył do mojej komnaty. Chciałam otworzyć oczy,jednakże nie umiałam. Nie udawało mi się.
~ Połóż ją na jej łóżku panie. - rzekła Lisa.
~ Wiem wiem. Idźcie po Gajusza. - Artur położył moje ciało na łóżku i wpatrywał się we mnie. Po chwili do mojej komnaty wpadło kilka osób. Słyszałam glosy i rozpoznałam Lisę,Gajusza,Artura no i ten ostatni głos. Tak dobrze mi znany. Merlin.. Jednak to nie wszyscy,przemówiły jeszcze dwie osoby. Rozpoznałam głos Elizy i Sindy. Zawzięcie o czymś rozmawiali,a nawet się sprzeczali. Wyliczyłam,że w mojej komnacie znajdowało się sześć osób. Dopóki nie usłyszałam głosu ojca...
~ Gdzie ona jest? - do mojej komnaty wpadł wystraszony ojciec.
~ Leży na łóżku. - oznajmił Artur.
~ Gajuszu,czy ona z tego wyjdzie? co jej jest? - spytał medyka król.
~ Sądzę,że w jej organizmie jest jad węża. Zrobię wszystko co w mojej mocy,żeby się go pozbyć. - rzekł Gajusz.
~ Zapewne potrzebujesz pomocy. Niech bliźniaczki,Gwen i Merlin Ci pomogą. - ojciec ucałował moją dłoń i wyszedł.
~ Idę się nim zająć. Z Morganą się nim zajmiemy,a wy postarajcie się,żeby Olivia była cała i zdrowa - Artur wyszedł za ojcem. Ktoś usiadł na łóżku i chwycił mnie za dłoń.
~ Mamo,proszę. wyjdź z tego. - jeknęła eliza. Zaczęła płakać.
~ Zabierzcie ją stąd. - poprosił Gajusz.
~ Ja z nią pójdę. - oznajmiła wszystkim Gwen i wyszła z małą. Ruszyła do króla.
~ Gajuszu jak Ci pomóc? - spytał go Merlin.
~ Nie wiem,czy będziesz potrafił. - westchnął medyk.
~ Uważasz,że to czary? - spytał przestraszony chłopak.
~ Myślę,że ktoś celowo chce doprowadzić do załamania nas wszystkich. - pokręcił głową Gajusz.
~ Spokojnie,coś znajdziemy. Będzie dobrze. - Merlin był dobrej myśli.
~ Idź do Artura,on Cię potrzebuje. - poprosił go Gajusz. Merlin wyszedł. Gajusz został sam z Sindy,Agnes i Lisą. Ciekawe co ze mną zrobią.
~ Potrzebuję wody,łez jednorożca,kwiatów,liści i noża. - wyliczył medyk. Dziewczęta przyniosły mu wszystko po kilku minutach. Gajusz zrobił preparat dla mnie i posmarował nim ranę. Dał mi coś do wypicia. Otworzyli mi buzię i wlali to coś. Musiałam połknąć,więc zmusiłam się do połknięcia tego. Wciąż leżałam niczym jakaś lalka. Cholera chcę wstać. Czułam się dziwnie,teraz ja leżałam,a Merlin z raną biegał po królestwie. Moja wina. Gdybym nie nadziała się na węża. Po chwili ręka zaczęła mnie piec,a ja tylko się skrzywiłam. Cholernie bolało. Zwijałam się z bólu,gdyż poczułam także ból w klatce piersiowej. Bolało niemiłosiernie. Błagałam,żeby przestało. Na zewnątrz usłyszałam kłótnię. Ojciec z Merlinem rozmawiał o mnie,a Artur się wtrącił. Czy ja dobrze usłyszałam? Ojciec zabronił Merlinowi zbliżać się do mnie,a Arturowi puszczać go w moją stronę. dlaczego to zrobił? Bo wiedział,że zależy mi na Merlinie,a przecież Merlin jest sługą Artura. Po moim policzku poleciała łza. Dlaczego to wszystko jest takie dziwne. Ból się nasilił. Kręciłam isę na wszystkie strony,chciałam się obudzić i pozbyć bólu. Jęknęłam głośno,to było nie do zniesienia. Do pokoju ktoś wbiegł.
~ Olivia? - spytał Artur. - Co się dzieje?
~ Spokojnie synu. Gajuszu? - spytał Uther medyka.
~ Ma bóle. Nie chcą ustąpić. Myślę,że Eliza i Merlin powinni nad nią czuwać. - oznajmił medyk.
~ Eliza i Merlin? Jesteś pewien? - spytał mój ojciec.
~ Oczywiście. - przytaknął Gajusz.
~ No dobrze. Merlinie,Elizo wejdźcie! - rzekł król.
~ Zostańcie z nią. Strzeżcie jej. - wybąkał Gajusz i wszyscy prócz Merlina i Elizy wyszli.
~ Trzymaj się mamo. Wyjdziesz z tego. - mała blondwłosa dziewczynka chwyciła moją bladą dłoń.
~ Olivio musisz walczyć z bólem. Jeśli pozwolisz,żeby jad doszedł dalej umrzesz. - oznajmił mi Merlin. Starałam się walczyć. Oboje trzymali mnie za ręce. A ja walczyłam z bólem. Czułam w ciele gorącą ciecz,czyżby jad rozprzestrzeniał się coraz szybciej. Błagałam w myślach,żeby przestał. Po chwili ujrzałam jakąś kobietę w swoim ciele. Uśmiechała się do mnie,a obok niej pojawił się wąż. Spojrzałam na nią wystraszona,a ona jakby rozbawiona wyciągnęła w moją stronę dłonie. Chwyciłam ją za ręce,a ból ustał. Poczułam się lepiej i opadłam na poduszki. Podziękowałam kobiecie skinieniem głowy. Widać było,że była dobra. Ciekawe kto to był. Wyglądała jak mama. Może mnie broniła przed potworem. Wiem tylko tyle,że usunęła jad z mojego ciała. Byłam jej wdzięczna. Usłyszałam w swoich myślach tylko: 'jako podziękowanie uważaj na siebie i strzeż młodego czarodzieja oraz swojego brata'. Szepnęła mi kobieta i zniknęła. Odpłynęłam. Udałam się do krainy snów. Po kilku godzinach odzyskałam czucie w ciele i deklikatnie poruszyłam ręką,po czym otworzyłam oczy.
~ Olivia? - spytał rozespany Merlin.
~ Mama? - ucieszyła się Eliza.
Uśmiechnęłam się do nich delikatnie otwierając oczy,przytaknęłam głową i podniosłam się.
~ Tak to ja. - powiedziałam cichutko. Oboje mnie mocno przytulili. Wtuliłam się w nich. Eliza poszła po resztę. Wszyscy wpadli do mojej komnaty i mnie wyściskali. Gajusz oznajmił im,że potrzebuję odpoczynku. Wszyscy się zgodzili,a ja tylko chciałam,żeby Merlin został. Gdy Eliza,tata,Artur,Agnes,Lisa,Morgana,Gajusz,Gwen i Merlin zaczęli ruszać do wyjścia. Ja usiadłam na łóżku i wstałam. Spojrzałam na Merlina i delikatnie chwyciłam go za dłoń.
~ Zostań. - poprosiłam go.
~ Nie mogę. - oznajmił mi. - Przykro mi. - pocałował mnie w czoło.
~ Dlaczego nie? - posmutniałam.
~ Nie jestem dla Ciebie. Jesteśmy różni. Ty jesteś księżniczką,a ja sługą Twojego brata. Ja jestem czarodziejem,a Ty córką człowieka,który nienawidzi magii. - westchnął Merlin.
~ Nie interesuje mnie różnica. W miłości ona się nie liczy. - mruknęłam do niego.
~ Olivio,to nie ma sensu. Przykro mi. - pocałował mnie w policzek i wyszedł. Był smutny,to było widać. Ja tylko rzuciłam się na łóżko i skuliłam. Nie odezwę się,ani do Merlina,ani do ojca przez jakiś czas. Skoro tak to ma wyglądać,to zacznę flirtować z jakimś rycerzem. Ugh. Jakież to życie jest okrutne. Z tą myślą wymęczona tym wszystkim zasnęłam.
czwartek, 30 sierpnia 2012
Pojawienie się małej istotki.
Zbudziłam się z samego rana,ino świt. Otworzyłam oczy i spojrzałam w lewo podirytowana chrapaniem. Miałam ochotę nawrzeszczeć na osobnika,który tak głośno chrapał,jednakże nie miałam na to odwagi. Osobą,która tak chrapała,był Merlin. To zrozumiałe,że chrapie. Wkońcu był zmęczony,a jeszcze ta jego głęboka rana. Ciekawa jestem co zrobi Artur,skoro Merlin nie może się nim zająć. Uśmiechnęłam się mimowolnie,wyobrażając sobie minę brata,gdy dowie się,że Merlin śpi i jest niezdolny do pracy. Wyczołgałam się z wyra i rozprostowałam kości,przeciągając się przy tym. Spojrzałam na Gajusza,od rana już pracował,jak zwykle. dobrze,że przynajmniej pomagały mu bliźniaczki,siostry Merlina. Mogłabym także pomóc,ale nie chciałam im przeszkadzać,spojrzałam więc na Merlina. Spał jak zabity,wpatrując się tak w niego dostrzegłam,że nie oddycha. Podbiegłam do łóżka i delikatnie nim potrząsnęłam,chłopak przestraszony aż usiadł. Spojrzałam na niego przepraszająco,na pewno rana go bolała,więc delikatnie popchnęłam go,żeby isę położył. Zrobił to,wiedział,że powinien odpocząć. Uśmiechnęłam się do całej czwórki i wyszłam,powędrowałam do Gwen. Miałam ochotę z nią troszkę pogawędzić. Ciekawe,czy już widziała nagiego Artura. Zaśmiałam się na samą myśl o tym. Na pewno ten widok był przerażający. Otworzyłam drzwi od komnaty mojej przyjaciółki i wparowałam niczym jakiś ninja.
Gwen,witaj kochana - wydukałam szczerząc się jak głupia.
Olivia? A co Ty tu robisz o tak wczesnej porze? Gdzie Merlin? - moja najdroższa Ginewra jak zwykle zadawała za dużo pytań.
Nie top modelka. No co ja robię? A co mogę robić? Przyszłam w odwiedziny. Ano Merlin śpi,a raczej tak zajefajnie śpi,że aż chrapie. Uwierzysz? On i chrapanie. - pokręciłam głową na boki,śmiejąc się.
Top modelka mówisz? A to ciekawe. HM no tak. Wybacz mi. Cieszę się,że mnie odwiedzasz. Tęskniłam za Tobą kochana. Poważnie? Merlin chrapie? - jakież było rozbawienie w jej oczach,gdy się tego dowiedziała. Tak tak. Jakby usłyszała to by się wystraszyła.
Też się cieszę. Ja też i to bardziej niż Ty! No chrapie chrapie,jakby stado koni biegło! Ale i tak go uwielbiam. A właśnie jak tam z Arturkiem? - szturchnełam ją łokciem w bok.
Ciekawe porównanie. Z Arturem? Hm w porządku. Chyba coś do mnie czuje. - mrukneła delikatnie zarumieniona.
To bierz się za niego dziewczyno,oj bierz! - rzekłam niczym generał pchający do boju swoich żołnierzy.
Spokojnie Olivio. Mamy czas. - spojrzała na mnie rozbawiona.
No tak tak. - wywróciłam oczami. Ej no,to nie jest śmieszne! Przekrzywiłam głowę w bok udając,żem obrażona. A co mi tam,foch z przytupem i nie ma,że boli! Do komnaty Ginewry weszły,robiąc wejście smoka Lisa i Agnes. Dwie szalone laseczki. Czas na party! Zaczęłam tańczyć taniec debila,a one wpatrywały się we mnie jak w debila. Nigdy nie można się pobawić. Pff,co za okrutność. Usiadłam na dupie,a dziewczyny obok.
No to co robimy? - spytałam moje drogie laseczki.
Hm małe rozeznanie w rycerzykach? - wpadła na genialny pomysł Lisa.
Nie. Tylko nie to! - jęknęłam.
Oj daj spokój. To będzie ciekawe doświadczenie. Zgódź się. - namawiała mnie Agnes.
Dobra dobra. Niech już wam będzie. - no i im uległam! Q-Q
No to zaczynamy zabawę! - zatarła swoje śliczne ręce Lisa.
Według mnie. Artur to ciacho - inteligentie wypowiedziała te słowa Gwen.
A ja wam powiem,że nie lecę na rycerzy. wolę Merlina. - pokazałam im język.
No tak,wy dwie wiecie kto was kręci,ale my nie. - jęknęła Agnes.
Właśnie. Popieram bliźniaczkę - rzekła z dumą Lisa.
No to kogo wybieracie? - spytałam zacnie moje drogie bliźniaczki.
Ja biorę Owaina,a Lisa Gwaina. - wypowiedziała Agnes.
Dobra ustalone,a teraz moje panie czas się udać na ucztę. - wzięłam je pod rękę i pomaszerowałyśmy do sali tronowej do stołu. Ja usiadłam obok Artura,a dziewczęta z tyłu. This is not fair. Chciałam z nimi siedzieć i gawędzić,ale dupa blada o! Brat spojrzał na mnie wzrokiem mówiącym: bitch please i wskazał na moją fryzurę. O kurczaki. Przecież ładnie mi z rozczochranymi włosętami,pewnie debil ma sprośne myśli. Chwyciłam w dłonie ciasto ze stołu i rzuciłam nim Artura. Ach słodki brat w cieście,dziewczęta podany. Brać póki smakowity! Wyglebałam się na ziemię i zwijałam się ze śmiechu. Tak oto w naszym Camelocie rozpoczęła się pierwsza w historii wojna na żarcie! Uciekłam czołgając się pod stołem z sali tronowej. Na szczęście nie oberwałam,jeszcze! Przy drzwiach dostałam jabłkiem w głowę. Śmiałam się i biegłam korytarzami,dopóki nie podeszła do mnie mała postać. Zdjęła kaptur z głowy i zobaczyłam blodwłosą dziewczynkę,nie wiem może miała z pięć lat. Była śliczna,ja też chcę! Taka mała i już piękna. Oddaj mi urodę! -,- Spojrzała na mnie i dygnęła,ja również.
Przepraszam,szukam Merlina. Gdzie mogę go znaleźć? - wypowiedziała swoim słodkim głosikiem.
W pracowni Gajusza. Chodź zaprowadzę Cię. - ruszyłam przodem,a ona za nią. Co to za dziecko i co chce od Merlina? Mam nadzieję,że nie ma z nikim dziecka. O.O O kurde o czym ja myślę. *.*
Weszłyśmy do pracowni i co zobaczyłam puste łoże. Gdzie kuźwa Merlin? Rozejrzałam się po pracowni i nie zauważyłam gada. Weszłam do jego pokoju i tam sobie siedział. Jakby był zdrowy,spojrzałam na niego spod byka.
Merlinie masz gościa. - popchnęłam go do pozycji lezącej i wyszłam zła jak osa.
Witaj. - mała spojrzała na Merlina z uśmiechem.
Dzień dobry. My się znamy? - zamrugał nieco zdziwiony,grzecznie leżąc,jakby bojąc się,że wejdę. Ja tymczasem stałam sobie pod drzwiami. Nie no nie to,że podsłuchuję,ale dbam o jego bezpieczeństwo!
Tak. Mam na imię Elizabeth. W skrócie Eliza i jestem czarodziejka. - popatrzyła na niego niebieskimi oczami blondwłosa.
Ach Eliza? Czarodziejka? Rozumiem - podrapał się po głowie.
Chyba jednak nie. Opiekuj się Olivią ok? I jej bratem. No i uważaj. - spojrzała na niego wskazując na ranę.
Jasne. Nie martw się. Będę uważał. - zaśmiał się.
Dobrze. Bael onbryne - wypowiedziała mała,a ogień w kominku zapłonął.
Dziękuję - rzekł Merlin.
Nie ma za co. - wstała i z uśmiechem wyszła. Powędrowała w moją stronę - Dbaj o niego. - wskazała na Merlina.
Dobrze. Będę dbać. Jest dla mnie najważniejszy. - przytaknęłam.
Dziękuję mamo. - przytuliła mnie i wróciła do Merlina. Coś mu powiedziała,widząc jego zdziwienie zachichotała i poszła do Gajusza.
Weszłam do Merlina patrząc na małą z miną typu "wtf" i usiadłam na skraju łoża.
Jak się czujesz? - spytałam z troską gładząc jego policzek.
Nawet dobrze. Mógłbym już wstać i normalnie pracować. Takie leżenie bezczynne męczy człowieka. - mruknął nieadowolony.
Nie jęcz,tylko grzecznie leż. - pogroziłam mu palcem,pocałowałam w policzek i poszybowałam w stronę małej i Gajusza. Merlin tylko mi pomachał i uśmiechnął się.
Gajuszu pozwól,że porwę małą zacną niewiastę. - chwyciłam dziewoję pod ramię i wyszłam. Postawiłam ją i spojrzałam na nią wyczekująco. Spojrzała na mnie z miną typu: "ale o szo chodzi?" Nie ze mną takie numery. Jak nie wiadomo o co chodzi,to chodzi o koronę. A jakżeby inaczej!
Chcę wiedzeć,czemuś nazwała mnie mamą. - mruknęłam.
Bo nią jesteś idiotko! Nie widzisz podobieństwa?! - warknęła na mnie.
Widzę widzę,ale wolę się upewnić. Inie nazywaj mnie idiotką kurna! - spojrzałam na nią karcąco.
Wybacz mi,ale nikt nie może wiedzieć,że jestem Twoim dzieckiem kapiszi? - spytała.
Jasne. Nie powiem,a któż Twym ojcem? - ciekawość moja nie zna granic!
Nie odpowiem Ci na to pytanie. dowiesz się w swoim czasie. Tymczasem nie dopuść do tego,żeby Merlin wyszedł z łóżka. - nakazała mi malutka.
W porządku. Do zobaczenia - kiwnęłam w jej stronę i ruszyłam do Arutra.
Braciszku! - zawyłam wchodząc do jego komnaty. Spojrzał na mnie jak na ufo.
Czego dusza pragnie młoda? - spytał leniwie.
Mam nadzieję,że radzisz sobie bez Merlina. A właśnie,gdzież się wybierasz? - spytałam patrząc na niego.
Jakoś radzę. Na misję. Porwali córkę naszego przyjaciela. Muszę pomóc ją uratować. - wstał.
Nie możesz! Zostań. - jęknęłam trzymając brata za dłoń.
Muszę. Przykro mi. - pocałował mnie w czoło i wyszedł. Odjedzie,mam nadzieję,że wygra. To mój brat fuck. Powinnam jechać z nim,ale nie mogę. Mała dziewczynka podeszła do Artura z uśmiechem.
Powodzenia wuju - rzekła eliza.
Dziękuję. - Artur uśmiechnął się do niej i odjechał.
Do Merlina wpadła Fwen,była wystraszona. Bała się o Artura,to zrozumiałe,ale żeby tak od razu stawiać na nogi rannego Merlina? Ja ją uduszę kiedyś uduszę! T-T
Artur odjechał na misję! Aam! - pisnęła przerażona.
Jak to sam? - zdziwił się Merlin,chwytając za koszulę i ubierając ją z pewnymi trudnościami.
Nie chciał pomocy,powiedział,że sam sobie poradzi. - westchnęła Gwen.
Muszę mu pomóc. - mruknął Merlin,który nie wyglądał za dobrze. Był strasznie blady.
Powinieneś leżeć. Olivia by się wściekł,jakbyś pojechał. - spojrzała na niego Gwen.
Muszę mu pomóc,a Ty nie mów Olivii. - rzekł młody czarodziej i powoli ruszył w stronę wyjścia z zamku,ostatkami sił wsiadł na konia i ruszył za Arturem.
Tymczasem ja cała w skowronkach powędrowałam do Merlina,na sali ujrzałam Gajusza,GwenAgnes,Lisę i Elizę wpatrujących się we mnie ze smutkiem.
Gdzie Merlin? - spytałam przerażona.
Pojechał za Arturem. - powiedziała mi Lisa.
Jak to? Czemu mu pozwoliliście! - wrzasnęłam wściekła. Pochwyciłam miecz i wybiegłam. Musiałam też pojechać. Muszę go chronić. Idiota jeden,ranny jest i sobie lata. Cholerka też Ci faceci. Rozumu ani grosz. ale wiem,że Merlin chce dobrze. Chce go chronić,jednakże ja muszę go pilnować. Jest ranny,nie poradzi sobie. Wsiadłam na konia,Eliza stanęła obok więc pomogłam jej wsiąść przede mnie. Obie pojechałyśmy go ratować. Po drodze postanowiłam zajść do Freyi. może ona mi pomoże jakoś przekonać Merlina,żeby się nigdy więcej w takim stanie nie narażał.
Freyo! - krzyknęłam.
co chodzi księżniczko? - spytała przyjaźnie.
Chodzi o Merlina. Jak mam mu przemówić do rozsądku? Ranny pojechał za Arturem. Muszę jakoś go chronić,ale nie wiem jak. - wydukałam z siebie.
Jedyne co od Ciebie może go chronić to Twoja miłość,w niej znajdziesz odpowiedź. - wyszeptała do mnie i zniknęła.
Dziekuję! - krzyknęłam i pojechałyśmy dalej.
Myslisz,że go dogonimy? - spytałam elize.
Musimy. To ważne. Pomyśl o nim to może go znajdziesz. - rzekła do mnie 5latka.
Przytaknęłam jej i pomyślałam o nim,o jego oczach,uśmiechu i pojechałam prosto. Z daleka było słychać odgłosy walki. Wiedziałam,że Merlin jest na miejscu. Gdy podjechałyśmy on już walczył. widać było,że chłopak ledwo sobie radzi.
Elizo zabierz go stamtąd. Proszę. - poprosiłam dziewczynkę. Ona zrobiła tak jak prosiłam. Zabrała upartego Merlina na bok,a ja walczyłam ramię w ramię z bratem. Gdy już mięliśmy przewagę jeden z nim zaatakował Merlina i Elizę. Skoczyłam w ich stronę,nie pozwalając Merlinowi użyć czarów. Zostałam ugodzona w ramię. Moje ramię zaczęło piec i krwawić,nie przejmowałam się tym. Najważniejsze było uratować Emily,Artura,Elizę i Merlina. Walczyłam jak lwica broniąca swoich dzieci. Udało nam się. Wygraliśmy. Podeszłam do Merlina i Elizy i przywaliłam brunetowi.
Nigdy więcej tak nie rób. - wysyczałam przez zęby.
Przepraszam. Chciałem tylko chronić Twojego brata. - objął mnie delikatnie Merlin.
Oj daj spokój. Wracajmy. Masz wrócić do łóżka i bez dyskusji. Przynajmniej jeszcze z dwa dni poleżysz,bo jak nie to chyba Cię pogryzę. - pogroziłam mu i pomogłam wsiąść na konia. Sama także wsiadłam. Pojechaliśmy do zamku. Gdy dotarliśmy zsiedliśmy z koni i udaliśmy się do środka. Artur zaprowadził Merlina do komnaty,a ja dałam swoje ramię do opatrzenia Gajuszowi. Jak się dowiedziałam Eliza zostaje u nas na kilka dni. Musi mieć pod kontrolą mnie i Merlina,ale kurczaczki po kiego grzyba to ja nie wiem. Co ona nasza niańka? Poszłam jeszcze do dziewczyn. Rozmawiałyśmy o facetach.zresztą jak zwykle. Lisa stwierdziła,że chętnie zostałaby rycerzem. No cóż,na pewno byłaby świetnym rycerzem,ale niestety tylko mężczyźni mogą nim być. Na uczcie usiadłam spokojnie przy Morganie. Zjadłam posiłek wśród rodziny i przyjaciół. Po kolacji każdy udał się do komnaty. Eliza miała spać w mojej. Położyłam ją i pocałowałam w czoło. Ubrałam koszulę Merlina,tą samą co mi dał oraz spodenki i ruszyłam po cichu do pracowni Gajusza kierując się przy tym do Merlina. Jakoś nie mogłam zasnąć sama. Na paluszkach szłam przez korytarze zamku. Po schodach weszłam do pracowni i po cichu weszłam do pokoju Merlina. Nie spał. Uśmiechnęłam się niewinnie do niego i podeszłam bliżej.
Mogę zostać? Jakoś nie potrafię zasnąć sama. - zaśmiałam się.
No dobrze chodź. - chłopak zrobił mi miejsce,a ja wskoczyłam obok tuląc się do jego zdrowego miejsca na klatce piersiowej.
Chyba się przyzwyczajam powoli,że śpię z Tobą. - pocałowałam go w policzek przymykając oczy.
Nie przyzwyczajaj się,bo tutaj za mało miejsca. No chyba,że przeniesiemy się do Ciebie hm? - spojrzał na mnie.
Tam śpi Eliza. Nie budźmy małej. Niech sobie śpi. - pogładziłam go po policzku składajac na jego ustach pocałunek.
Hm. Jak wolisz. -zamruczał odwzajemniając słodkiego buziaka.
Czyżbyś chciał coś jeszcze? - zachichotałam patrząc mu w oczy.
Nie no. Coś Ty,chodź spać. Jestem padnięty. - ziewnął.
A widzisz! Mówiłam Ci,żebyś nie jechał,bo jesteś osłabiony. - pogroziłam mu palcem.
No wiem wiem,ale następnym razem nie powtórzę błędu. Obiecuję. - pocałował mnie jeszcze i zamknął oczy tuląc mnie do siebie.
Trzymam za słowo mój drogi,oj trzymam. - odwzajemniłam pocałunek i również zamknęłam oczy,tuląc się do niego. Oboje zasnęliśmy. Następnym razem jeśli będzie chciał uciec przywiążę go do łóżka. *_*
Gwen,witaj kochana - wydukałam szczerząc się jak głupia.
Olivia? A co Ty tu robisz o tak wczesnej porze? Gdzie Merlin? - moja najdroższa Ginewra jak zwykle zadawała za dużo pytań.
Nie top modelka. No co ja robię? A co mogę robić? Przyszłam w odwiedziny. Ano Merlin śpi,a raczej tak zajefajnie śpi,że aż chrapie. Uwierzysz? On i chrapanie. - pokręciłam głową na boki,śmiejąc się.
Top modelka mówisz? A to ciekawe. HM no tak. Wybacz mi. Cieszę się,że mnie odwiedzasz. Tęskniłam za Tobą kochana. Poważnie? Merlin chrapie? - jakież było rozbawienie w jej oczach,gdy się tego dowiedziała. Tak tak. Jakby usłyszała to by się wystraszyła.
Też się cieszę. Ja też i to bardziej niż Ty! No chrapie chrapie,jakby stado koni biegło! Ale i tak go uwielbiam. A właśnie jak tam z Arturkiem? - szturchnełam ją łokciem w bok.
Ciekawe porównanie. Z Arturem? Hm w porządku. Chyba coś do mnie czuje. - mrukneła delikatnie zarumieniona.
To bierz się za niego dziewczyno,oj bierz! - rzekłam niczym generał pchający do boju swoich żołnierzy.
Spokojnie Olivio. Mamy czas. - spojrzała na mnie rozbawiona.
No tak tak. - wywróciłam oczami. Ej no,to nie jest śmieszne! Przekrzywiłam głowę w bok udając,żem obrażona. A co mi tam,foch z przytupem i nie ma,że boli! Do komnaty Ginewry weszły,robiąc wejście smoka Lisa i Agnes. Dwie szalone laseczki. Czas na party! Zaczęłam tańczyć taniec debila,a one wpatrywały się we mnie jak w debila. Nigdy nie można się pobawić. Pff,co za okrutność. Usiadłam na dupie,a dziewczyny obok.
No to co robimy? - spytałam moje drogie laseczki.
Hm małe rozeznanie w rycerzykach? - wpadła na genialny pomysł Lisa.
Nie. Tylko nie to! - jęknęłam.
Oj daj spokój. To będzie ciekawe doświadczenie. Zgódź się. - namawiała mnie Agnes.
Dobra dobra. Niech już wam będzie. - no i im uległam! Q-Q
No to zaczynamy zabawę! - zatarła swoje śliczne ręce Lisa.
Według mnie. Artur to ciacho - inteligentie wypowiedziała te słowa Gwen.
A ja wam powiem,że nie lecę na rycerzy. wolę Merlina. - pokazałam im język.
No tak,wy dwie wiecie kto was kręci,ale my nie. - jęknęła Agnes.
Właśnie. Popieram bliźniaczkę - rzekła z dumą Lisa.
No to kogo wybieracie? - spytałam zacnie moje drogie bliźniaczki.
Ja biorę Owaina,a Lisa Gwaina. - wypowiedziała Agnes.
Dobra ustalone,a teraz moje panie czas się udać na ucztę. - wzięłam je pod rękę i pomaszerowałyśmy do sali tronowej do stołu. Ja usiadłam obok Artura,a dziewczęta z tyłu. This is not fair. Chciałam z nimi siedzieć i gawędzić,ale dupa blada o! Brat spojrzał na mnie wzrokiem mówiącym: bitch please i wskazał na moją fryzurę. O kurczaki. Przecież ładnie mi z rozczochranymi włosętami,pewnie debil ma sprośne myśli. Chwyciłam w dłonie ciasto ze stołu i rzuciłam nim Artura. Ach słodki brat w cieście,dziewczęta podany. Brać póki smakowity! Wyglebałam się na ziemię i zwijałam się ze śmiechu. Tak oto w naszym Camelocie rozpoczęła się pierwsza w historii wojna na żarcie! Uciekłam czołgając się pod stołem z sali tronowej. Na szczęście nie oberwałam,jeszcze! Przy drzwiach dostałam jabłkiem w głowę. Śmiałam się i biegłam korytarzami,dopóki nie podeszła do mnie mała postać. Zdjęła kaptur z głowy i zobaczyłam blodwłosą dziewczynkę,nie wiem może miała z pięć lat. Była śliczna,ja też chcę! Taka mała i już piękna. Oddaj mi urodę! -,- Spojrzała na mnie i dygnęła,ja również.
Przepraszam,szukam Merlina. Gdzie mogę go znaleźć? - wypowiedziała swoim słodkim głosikiem.
W pracowni Gajusza. Chodź zaprowadzę Cię. - ruszyłam przodem,a ona za nią. Co to za dziecko i co chce od Merlina? Mam nadzieję,że nie ma z nikim dziecka. O.O O kurde o czym ja myślę. *.*
Weszłyśmy do pracowni i co zobaczyłam puste łoże. Gdzie kuźwa Merlin? Rozejrzałam się po pracowni i nie zauważyłam gada. Weszłam do jego pokoju i tam sobie siedział. Jakby był zdrowy,spojrzałam na niego spod byka.
Merlinie masz gościa. - popchnęłam go do pozycji lezącej i wyszłam zła jak osa.
Witaj. - mała spojrzała na Merlina z uśmiechem.
Dzień dobry. My się znamy? - zamrugał nieco zdziwiony,grzecznie leżąc,jakby bojąc się,że wejdę. Ja tymczasem stałam sobie pod drzwiami. Nie no nie to,że podsłuchuję,ale dbam o jego bezpieczeństwo!
Tak. Mam na imię Elizabeth. W skrócie Eliza i jestem czarodziejka. - popatrzyła na niego niebieskimi oczami blondwłosa.
Ach Eliza? Czarodziejka? Rozumiem - podrapał się po głowie.
Chyba jednak nie. Opiekuj się Olivią ok? I jej bratem. No i uważaj. - spojrzała na niego wskazując na ranę.
Jasne. Nie martw się. Będę uważał. - zaśmiał się.
Dobrze. Bael onbryne - wypowiedziała mała,a ogień w kominku zapłonął.
Dziękuję - rzekł Merlin.
Nie ma za co. - wstała i z uśmiechem wyszła. Powędrowała w moją stronę - Dbaj o niego. - wskazała na Merlina.
Dobrze. Będę dbać. Jest dla mnie najważniejszy. - przytaknęłam.
Dziękuję mamo. - przytuliła mnie i wróciła do Merlina. Coś mu powiedziała,widząc jego zdziwienie zachichotała i poszła do Gajusza.
Weszłam do Merlina patrząc na małą z miną typu "wtf" i usiadłam na skraju łoża.
Jak się czujesz? - spytałam z troską gładząc jego policzek.
Nawet dobrze. Mógłbym już wstać i normalnie pracować. Takie leżenie bezczynne męczy człowieka. - mruknął nieadowolony.
Nie jęcz,tylko grzecznie leż. - pogroziłam mu palcem,pocałowałam w policzek i poszybowałam w stronę małej i Gajusza. Merlin tylko mi pomachał i uśmiechnął się.
Gajuszu pozwól,że porwę małą zacną niewiastę. - chwyciłam dziewoję pod ramię i wyszłam. Postawiłam ją i spojrzałam na nią wyczekująco. Spojrzała na mnie z miną typu: "ale o szo chodzi?" Nie ze mną takie numery. Jak nie wiadomo o co chodzi,to chodzi o koronę. A jakżeby inaczej!
Chcę wiedzeć,czemuś nazwała mnie mamą. - mruknęłam.
Bo nią jesteś idiotko! Nie widzisz podobieństwa?! - warknęła na mnie.
Widzę widzę,ale wolę się upewnić. Inie nazywaj mnie idiotką kurna! - spojrzałam na nią karcąco.
Wybacz mi,ale nikt nie może wiedzieć,że jestem Twoim dzieckiem kapiszi? - spytała.
Jasne. Nie powiem,a któż Twym ojcem? - ciekawość moja nie zna granic!
Nie odpowiem Ci na to pytanie. dowiesz się w swoim czasie. Tymczasem nie dopuść do tego,żeby Merlin wyszedł z łóżka. - nakazała mi malutka.
W porządku. Do zobaczenia - kiwnęłam w jej stronę i ruszyłam do Arutra.
Braciszku! - zawyłam wchodząc do jego komnaty. Spojrzał na mnie jak na ufo.
Czego dusza pragnie młoda? - spytał leniwie.
Mam nadzieję,że radzisz sobie bez Merlina. A właśnie,gdzież się wybierasz? - spytałam patrząc na niego.
Jakoś radzę. Na misję. Porwali córkę naszego przyjaciela. Muszę pomóc ją uratować. - wstał.
Nie możesz! Zostań. - jęknęłam trzymając brata za dłoń.
Muszę. Przykro mi. - pocałował mnie w czoło i wyszedł. Odjedzie,mam nadzieję,że wygra. To mój brat fuck. Powinnam jechać z nim,ale nie mogę. Mała dziewczynka podeszła do Artura z uśmiechem.
Powodzenia wuju - rzekła eliza.
Dziękuję. - Artur uśmiechnął się do niej i odjechał.
Do Merlina wpadła Fwen,była wystraszona. Bała się o Artura,to zrozumiałe,ale żeby tak od razu stawiać na nogi rannego Merlina? Ja ją uduszę kiedyś uduszę! T-T
Artur odjechał na misję! Aam! - pisnęła przerażona.
Jak to sam? - zdziwił się Merlin,chwytając za koszulę i ubierając ją z pewnymi trudnościami.
Nie chciał pomocy,powiedział,że sam sobie poradzi. - westchnęła Gwen.
Muszę mu pomóc. - mruknął Merlin,który nie wyglądał za dobrze. Był strasznie blady.
Powinieneś leżeć. Olivia by się wściekł,jakbyś pojechał. - spojrzała na niego Gwen.
Muszę mu pomóc,a Ty nie mów Olivii. - rzekł młody czarodziej i powoli ruszył w stronę wyjścia z zamku,ostatkami sił wsiadł na konia i ruszył za Arturem.
Tymczasem ja cała w skowronkach powędrowałam do Merlina,na sali ujrzałam Gajusza,GwenAgnes,Lisę i Elizę wpatrujących się we mnie ze smutkiem.
Gdzie Merlin? - spytałam przerażona.
Pojechał za Arturem. - powiedziała mi Lisa.
Jak to? Czemu mu pozwoliliście! - wrzasnęłam wściekła. Pochwyciłam miecz i wybiegłam. Musiałam też pojechać. Muszę go chronić. Idiota jeden,ranny jest i sobie lata. Cholerka też Ci faceci. Rozumu ani grosz. ale wiem,że Merlin chce dobrze. Chce go chronić,jednakże ja muszę go pilnować. Jest ranny,nie poradzi sobie. Wsiadłam na konia,Eliza stanęła obok więc pomogłam jej wsiąść przede mnie. Obie pojechałyśmy go ratować. Po drodze postanowiłam zajść do Freyi. może ona mi pomoże jakoś przekonać Merlina,żeby się nigdy więcej w takim stanie nie narażał.
Freyo! - krzyknęłam.
co chodzi księżniczko? - spytała przyjaźnie.
Chodzi o Merlina. Jak mam mu przemówić do rozsądku? Ranny pojechał za Arturem. Muszę jakoś go chronić,ale nie wiem jak. - wydukałam z siebie.
Jedyne co od Ciebie może go chronić to Twoja miłość,w niej znajdziesz odpowiedź. - wyszeptała do mnie i zniknęła.
Dziekuję! - krzyknęłam i pojechałyśmy dalej.
Myslisz,że go dogonimy? - spytałam elize.
Musimy. To ważne. Pomyśl o nim to może go znajdziesz. - rzekła do mnie 5latka.
Przytaknęłam jej i pomyślałam o nim,o jego oczach,uśmiechu i pojechałam prosto. Z daleka było słychać odgłosy walki. Wiedziałam,że Merlin jest na miejscu. Gdy podjechałyśmy on już walczył. widać było,że chłopak ledwo sobie radzi.
Elizo zabierz go stamtąd. Proszę. - poprosiłam dziewczynkę. Ona zrobiła tak jak prosiłam. Zabrała upartego Merlina na bok,a ja walczyłam ramię w ramię z bratem. Gdy już mięliśmy przewagę jeden z nim zaatakował Merlina i Elizę. Skoczyłam w ich stronę,nie pozwalając Merlinowi użyć czarów. Zostałam ugodzona w ramię. Moje ramię zaczęło piec i krwawić,nie przejmowałam się tym. Najważniejsze było uratować Emily,Artura,Elizę i Merlina. Walczyłam jak lwica broniąca swoich dzieci. Udało nam się. Wygraliśmy. Podeszłam do Merlina i Elizy i przywaliłam brunetowi.
Nigdy więcej tak nie rób. - wysyczałam przez zęby.
Przepraszam. Chciałem tylko chronić Twojego brata. - objął mnie delikatnie Merlin.
Oj daj spokój. Wracajmy. Masz wrócić do łóżka i bez dyskusji. Przynajmniej jeszcze z dwa dni poleżysz,bo jak nie to chyba Cię pogryzę. - pogroziłam mu i pomogłam wsiąść na konia. Sama także wsiadłam. Pojechaliśmy do zamku. Gdy dotarliśmy zsiedliśmy z koni i udaliśmy się do środka. Artur zaprowadził Merlina do komnaty,a ja dałam swoje ramię do opatrzenia Gajuszowi. Jak się dowiedziałam Eliza zostaje u nas na kilka dni. Musi mieć pod kontrolą mnie i Merlina,ale kurczaczki po kiego grzyba to ja nie wiem. Co ona nasza niańka? Poszłam jeszcze do dziewczyn. Rozmawiałyśmy o facetach.zresztą jak zwykle. Lisa stwierdziła,że chętnie zostałaby rycerzem. No cóż,na pewno byłaby świetnym rycerzem,ale niestety tylko mężczyźni mogą nim być. Na uczcie usiadłam spokojnie przy Morganie. Zjadłam posiłek wśród rodziny i przyjaciół. Po kolacji każdy udał się do komnaty. Eliza miała spać w mojej. Położyłam ją i pocałowałam w czoło. Ubrałam koszulę Merlina,tą samą co mi dał oraz spodenki i ruszyłam po cichu do pracowni Gajusza kierując się przy tym do Merlina. Jakoś nie mogłam zasnąć sama. Na paluszkach szłam przez korytarze zamku. Po schodach weszłam do pracowni i po cichu weszłam do pokoju Merlina. Nie spał. Uśmiechnęłam się niewinnie do niego i podeszłam bliżej.
Mogę zostać? Jakoś nie potrafię zasnąć sama. - zaśmiałam się.
No dobrze chodź. - chłopak zrobił mi miejsce,a ja wskoczyłam obok tuląc się do jego zdrowego miejsca na klatce piersiowej.
Chyba się przyzwyczajam powoli,że śpię z Tobą. - pocałowałam go w policzek przymykając oczy.
Nie przyzwyczajaj się,bo tutaj za mało miejsca. No chyba,że przeniesiemy się do Ciebie hm? - spojrzał na mnie.
Tam śpi Eliza. Nie budźmy małej. Niech sobie śpi. - pogładziłam go po policzku składajac na jego ustach pocałunek.
Hm. Jak wolisz. -zamruczał odwzajemniając słodkiego buziaka.
Czyżbyś chciał coś jeszcze? - zachichotałam patrząc mu w oczy.
Nie no. Coś Ty,chodź spać. Jestem padnięty. - ziewnął.
A widzisz! Mówiłam Ci,żebyś nie jechał,bo jesteś osłabiony. - pogroziłam mu palcem.
No wiem wiem,ale następnym razem nie powtórzę błędu. Obiecuję. - pocałował mnie jeszcze i zamknął oczy tuląc mnie do siebie.
Trzymam za słowo mój drogi,oj trzymam. - odwzajemniłam pocałunek i również zamknęłam oczy,tuląc się do niego. Oboje zasnęliśmy. Następnym razem jeśli będzie chciał uciec przywiążę go do łóżka. *_*
środa, 29 sierpnia 2012
Proźba Pani Jeziora / Ranny Merlin
Tę notkę dedykuję Debbs,Ayumi i Temie. ^^
~~~~~~~~~~`~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zbudziłam się rano,mając nadzieję,że wydarzenia z nocy były tylko moim urojeniem,snem. Otworzyłam oczy i ujrzałam mężczyznę śpiącego obok mnie,przetarłam oczy uświadamiając sobie,że to Merlin. Uśmiechnęłam się szeroko,wpatrując w niego. Widok śpiącego Merlina był nieziemski. Spojrzałam na samą siebie,byłam w jego koszuli i krótkich spodenkach,zaś on spał w samych spodniach. Od razu przypomniało mi się,że to,co sie stało w nocy nie było snem,lecz rzeczywistością. Posmutniałam od razu i pojedyncza łza popłynęła po moim policzku,chciałam cofnąć czas,żeby to co się stało wtedy nie miało miejsca. Jednak nie potrafiłam,więc musiałam jakoś z tym żyć. Westchnęłam cicho i powoli wyślizgnęłam się z ramion Merlina,tak,aby go nie obudzić. Podeszłam do szafy i spojrzałam na swój ubiór. Koszula Merlina była wygodna,postanowiłam coś do niej dobrać. Wyciągnęłam z szafy spodnie i ubrałam na siebie,usiadłam na skraju łóżka postanawiając obudzić już Merlina. Delikatnie szturchnęłam chłopaka,ale on dalej spał,jednak ja wiedziałam,że Artur nie będzie zadowolony z faktu,że Merlin jeszcze śpi. Zaczęłam się zastanawiać,co zrobić,żeby Merlin się obudził i wpadłam na genialny pomysł. Po cichu podeszłam do niego i przystawiłam usta do jego ucha.
Merlinie wstawaj. - mruknęłam seksownym głosikiem,na co chłopak otworzył oczy i spojrzał leniwie w moją stronę. Podniósł się i delikatnie uśmiechnął.
Dzień dobry. Długo spałem? - spytał mnie drapiąc się po głowie speszony.
Hm trochę. Przepraszam,że Cię obudziłam,ale na pewno mój kochany braciszek już się denerwuje,że Cię nie ma. - uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
No tak,cały Artur. Na pewno przyszykował mi już sporo roboty na dziś. -zaśmiał się i spojrzał na mnie - Czy mógłbym odzyskać swoją własność? - spytał wskazując na koszulę.
Właśnie... Bo widzisz.. Ja chciałabym ją zatrzymać. Mogłabym? Proszę! - spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem.
No dobrze,ale czy wypada mi iść tak po korytarzach zamku? - zamyślił się i zaśmiał - Kurczę zapomniałem,że mam tu jeszcze kurtkę. - nałożył ją na ramiona,pocałował mnie w czoło i wybiegł,a ja stałam jak wryta. On mnie pocałował,ludzie cud cud! No dobra w policzek,ale zawsze coś no nie? Zaczęłam się cieszyć jak głupia. Cała w skowronkach,zapominając o wczorajszych wydarzeniach ruszyłam do wyjścia z komnaty. Otworzyłam drzwi i wyszłam,udając się do Gajusza. Nuciłam sobie pod nosem,podskakując niczym czerwony kapturek,udający się do swojej babci. Zaśmiałam się,zwracając przy tym na siebie uwagę Lancelota. Uśmiechnęłam się w ich stronę speszona i wbiegłam do Gajusza. U niego siedziały dwie młode brunetki. Od razu było wiadome,że to bliźniaczki. Bardzo przypominały mi Merlina. Jak się po chwili dowiedziałam,były one jego siostrami. Zielonooka miała na imię Lisa,zaś brązowooka Agnes. Były śliczne. Na pewno miały urodę po matce. Spojrzały na mnie,a ja nie wiedząc o co chodzi przekrzywiłam głowę na bok.
Masz na sobie koszulę Merlina. - wyszeptała Agnes.
Ach. Tak tak. To długa historia. - podrapałam się po głowie,a na odkrytej ręce ukazał się siniak. Zapewne tamten rycerzyk zrobił mi ich kilka. Skrzywiłam się lekko i pokręciłam głową. Gdybym mogła,poszłabym daleko stąd. Nie pozwoliłabym by ktoś mnie tknął,ale nie miałam na to wpływu. Byłam za słaba,za słaba na bronienie się,za słaba na samobójstwo. Usiadłam na ziemi podkulają nogi pod brodę i gapiąc się jak jakiś kretyn w sufit.
Przepraszam - mruknęła Lisa - mogłabyś się nie smucić? - spytała siadając obok i obejmując mnie ramieniem. Poczułam się jakby była moją siostrą. Położyłam głowę na jej ramieniu,czując po drugiej stronie rękę Agnes. Obie mnie przytuliły,jakby chciały chronić przed złem. Poczułam się bezpiecznie,pierwszy raz w życiu. Na mojej twarzy zagościł delikatny uśmiech.
Dziękuję,na prawdę. - przytuliłam je mocno i pocałowałam w policzki.
Nie ma sprawy. - mruknęły obie nieco zmieszane. Na pewno się nie spodziewały,że im podziękuję. Po chwili Gajusz stanął obok mnie.
Olivio,chyba trzeba te siniaki posmarować maścią. Chodź. - ujął moją dłoń i pomógł wstać,poprowadził do ławki. Poprosił mnie,żebym usiadła,więc tak zrobiłam. Uniosłam delikatnie koszulę Merlina ku górze,a Gajusz wsmarował w siniaki maść. Podziękowałam mu skinieniem głowy i uśmiechem. Gajusz był dla mnie zawsze taki dobry,zawsze od małego traktował mnie jak córkę,gdy wyjechałam oboje byliśmy z tego powodu smutni. Ale teraz jestem w domu. Z ojcem,Arturem,Morganą,Gwen,rycerzami,Gajuszem,bliźniaczkami i Merlinem. Zatrzymałam się myślami na tym ostatnim. Pragnęłam widywać jego uśmiech i spojrzenie codziennie. Wiedziałam,że na pewno to doda mi sił. Dla Merlina zrobiłabym wszystko,oddałabym nawet własne życie,aby go chronić. Chociaż wiedziałam,że to on na pewno teraz będzie chciał chronić mnie. Nie mogę jednak pozwolić,żeby mu się coś stało. Gdyby mu się coś stało,straciłabym sens życia. Umarłabym od wewnątrz,a tego nie chcę. Na pewno to większe cierpienie od bólu fizycznego. Merlin nie wiedział nawet,co do niego czuję. Może to dobrze? Chciałabym mu powiedzieć,ale to niedorzeczne. Znamy się tylko jeden dzień,a ja już się w nim zakochałam. może to przeznaczenie? Główkując tak,nie zauważyłam nawet kiedy Merlin i Artur pojawili się u Gajusza. Dopiero szturchnięcie Artura wyciągneło mnie myśli.
Olivio,moja droga siostrzyczko. Chodźmy,mężczyzna,który dopuścił się wczoraj gwałtu na Tobie zaraz zostanie skazany - Artur powoli mnie podniósł,a ja spojrzałam na niego będąc w szoku. Miałam iść tam i na niego patrzeć? Wyrwałam się bratu i cofnęłam do tyłu,nie chciałam na tamtego mężczyznę patrzeć. Oni nie wiedzieli,jaki to ból.. Cofałam się dalej,lecz natrafiłam na przeszkodę,ktoś objął mnie od tyłu,jakby chciał dodać otuchy. Spojrzałam w tamtą stronę i ujrzałam Merlina,uśmiechał się tak uroczo jak zawsze,a w jego oczach szalały radosne ogniki.
Spokojnie,będę tuż obok. Jesteś bezpieczna. Nie pozwolę Cię skrzywdzić - szepnął mi do ucha. Ja tylko wymusiłam uśmiech. Pomachałam Gajuszowi,Lisie i Agnes i ruszyłam z bratem oraz swoją miłością ku sali tronowej. Trzymałam Merlina za ramię,bojąc się. Artur przyglądał się temu w szoku. Przez moment wydawało mi się,że był uśmiechnięty i nad czymś dumał. Mam nadzieję,że nie chce mnie z nikim swatać. Weszliśmy do sali tronowej. Ojciec wraz z Gwainem i Lancelotem stał przy tronie,a przed nimi leżał na ziemi tamten mężczyzna. Usłyszeli jak wchodzimy i spojrzeli w naszą stronę. Sir Leon trzymał go. Jak się dowiedziałam mężczyzna nazywał się Felix. Felix zerknął na mnie i już chciał mnie złapać,ale Sir Leon pociągnął go do tyłu,a Merlin stanął przede mną. chwyciłam Merlina za nadgarstek. Ojciec,Sir Leon,Gwain i Lancelot patrzyli się na nas niezrozumiale. Merlin spojrzał na moją rękę,a ja tylko dałam mu znak,że nic mi nie grozi. Chłopak przesunął się obok mnie,a ja puściłam jego rękę. Mój wzrok podążył ku Felixowi.
Ojcze,co z nim zrobisz? - spytałam ciekawa.
Trzeba go ukarać. Zamkniemy go w lochach,a potem dostanie kilka batów - zarządził ojciec.
Ale co to da? On przecież ma tę chorą satysfakcję,z tego,że przeleciał córkę Uthera Pendragona. Jeśli znowu mi się coś takiego przydarzy,to ja się chyba na poważnie zabiję no.
Miło było księżniczko - głos Felixa wyrwał mnie z moich myśli,a jego ten cwaniacki uśmiech. Artur nie wytrzymał i mu przyłożył. Ja spojrzałam na nich wszystkich,a w moich oczach zaszkliły się łzy. Odwróciłam się do nich plecami i wyszłam. Ojciec dopiero zauważył,że mam na sobie koszulkę Merlina,zamrugał zdziwiony.
Merlinie,czy moja córka ma na sobie Twoją koszulę? - spytał zdezorientowany ojciec.
Tak panie. Dałem jej,bo jej koszula była porwana - oznajmił mu Merlin.
Dziękuję - wybełkotał król. Merlin tylko się uśmiechnął i wyszedł za mną,a ja? Biegłam ile sił w nogach przed siebie,zanosząc się płaczem. Zbiegłam do pracowni Gajusza i usiadłam w kącie. Zawsze tak robiłam,gdy byłam zdołowana,siedziałam tam i płakałam. Lisa z Agnes spojrzały na mnie i pogładziły po głowie,ale Gajusz pokręcił tylko im głową,żeby mnie zostawiły. On mnie znał bardzo dobrze,wiedział,że potrzebuję chwili do przemyśleń. Siedziałam i znowu rozmyślałam,o wszystkim i o niczym. Moje życie jest po prostu pełne porażek. Tak,może i jestem księżniczką,ale za to ciągle padam czegoś ofiarą,jak nie gwałtu,to mnie pobiją. Albo facet mnie zrani. Chyba nie jest mi pisane szczęście,nigdy nie będę taka jak Gwen czy Morgana. Po nich widać,że kipią radością,a ja? Ja tylko jestem miła i przyjacielska oraz pomocna. Nigdy nie kipiałam radością,zawsze wymuszałam uśmiech na twarzy. Zazdroszczę im,one chociaż mają powodzenie,a ja? Ja tylko padam ofiarą mężczyzn. Nie mam tego czegoś,co moje dwie przyjaciółki,nawet Agnes i Lisa są ode mnie ładniejsze. Rozbeczałam się jeszcze bardziej. No tak,ze mną gorzej niż z dzieckiem. Jestem żałosna,co mi da ciągłe użalanie się nad sobą? Nic,a nic. Ale nie zmienię siebie. Taka już jestem. Ukryłam twarz w kolanach i zamknęłam oczy,chciałam,żeby wszystko uległo zmianom,żeby bylo inaczej niż jest. Niestety,to tylko marzenia. Do pracowni wbiegł zdyszany Merlin.
Czy ona jest tutaj? - zaczął się rozglądać w poszukiwaniu mnie,a gdy już mnie zobaczył,ruszył w moją stronę wolnym krokiem.
Merlinie,zostaw ją. Ona musi mieć chwilę dla siebie - Gajusz grzecznie go poprosił o to,a Merlin przytaknął tylko i usiadł na ławce. Podniosłam głowę do góry i zobaczyłam Merlina,tak moją miłość. Wiem,że on na mnie nigdy w ten sposób nie spojrzy,jestem dla niego tylko przyjaciółką. Zresztą kto,by mnie pokochał? Nikt,jestem beznadziejna. Rozbeczałam się jeszcze bardziej,zaczęłam kręcić głową na boki i trzymać się za oczy,ciągle płacząc. Merlin niestety nie wytrzymał tego i podszedł do mnie. Usiadł obok i objął ramieniem. Odsunęłam ręce z oczu i spojrzałam w jego,niebieskie oczy. Były piękne,można było w nich utonąć. Wpatrywałam się tak jak zaczarowana,dopiero gdy Merlin dotknął mojego policzka ocierając łzy wyszłam z transu. Pokręciłam głową na boki. Chciałam wyjść,przestać myśleć o tym wszystkim.
Może masz ochotę na spacer? Chciałbym Ci coś pokazać. - wydukał Merlin,jakby czytał mi w myślach.
Oczywiście. - wymusiłam uśmiech i podniosłam się. Merlin zrobił to samo,wziął mnie pod ramię i udaliśmy się na spacer. Nie wiedziałam dokąd mnie prowadzi. Po drodze opowiadał mi o jakimś jeziorze,ach no tak.. Przecież jego ukochana tam się ponoć pojawia. Skrzywiłam się,po co ja mu tam? Nie chciałby sam z nią spędzać czasu? Cholercia i zrozum tu tok myślenia faceta. Ugh jakież to trudne! Przystanęliśmy. Spojrzałam przed siebie i ujrzałam jezioro. Było piękne,a na nim stała śliczna,młoda kobieta. Nie dziwię się Merlinowi,że ją kochał i na pewno wciąż kocha. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się szeroko do nas. wyciągnęła w moją stronę dłoń,więc podeszłam powoli do niej.
Ty jesteś siostrą Artura,Olivią. dużo o Tobie słyszałam wczorajszego dnia. - zachichotała,wpatrując się w Merlina.
O mnie? Ja również o Tobie słyszałam wiele,Freyo. Przykro mi,że jesteś duchem. Przykro mi,że nie możecie być razem. - westchnęłam cicho. No tak,jak zwykle martwię się o innych,a o siebie nie. Nad sobą to się tylko użalam.
Nie szkodzi. Nie możemy być razem,to prawda,ale Merlin podarował mi coś. On mnie uratował i wie o tym doskonale. Pokazał mi co to miłość,nauczył kochać - oznajmiła dumnie Freya.
Dlaczego kazałaś mnie mu przyprowadzić? - spytałam ni stąd,ni z zowąd.
Chciałam z Tobą porozmawiać o nim. Chciałabym,żebyś się nim zaopiekowała. Chcę,żeby był szczęśliwy. - powiedziała mi Pani Jeziora.
Dlaczego,więc wybrałaś mnie? Dlaczego ja? - pokręciłam głową. Przecież to niedorzeczne. Nie jestem w stanie mu pomóc.
Bo wiem czego pragniesz i wiem,czego on potrzebuje. On potrzebuje miłości,a Ty możesz mu ją dać. Sądzę,że byłaby z was idealna para - wypowiedziała szczerze Freya.
Ja.. Nie wiem,czy potrafię - wyszeptałam cichutko.
Na pewno dasz radę,młoda księżniczko. Musisz tylko uwierzyć w siebie. Pokaż Merlinowi,co czujesz. Na pewno to zrozumie. - uśmiechnęła się do mnie i zniknęła.
Zaczekaj! Jak? - byłam zszokowana. Freya zanim zniknęła wskazała na moje serce. Ale co to kuźwa znaczy? Co mam posłuchać głosu serca? A bo ja umiem. Ale mnie postawiła w skomplikowanej sytuacji. A Merlin sobie stał zadowolony z siebie. Czy on maczał w tym palce? A może on też coś do mnie czuje? Nie to głupie. Na pewno nie.
Wracamy? - spytał,przerywając moje rozmyślenia.
Tak. - mruknęłam i ruszyliśmy w stronę zamku. Szliśmy przez las obok siebie,co chwilę zerkając ku sobie. Zastanawiałam się nad słowami dawnej ukochanej Merlina,czy będę potrafiła? Muszę spróbować. Przystanęłam chwytając Merlina za rękę i dotykając nią swojego policzka.
Merlinie.. Ja. Bo widzisz. - westchnęłam,nie wiedząc jak to powiedzieć.
Tak? - chłopak przekrzywił głowę na bok.
Kocham Cię. Od pierwszego spojrzenia na Ciebie. wiem,że to głupie i na pewno myślisz,że oszalałam,ale mówię prawdę. Kocham Cię bardzo. Wiem także,że nigdy byś nie spojrzał na kogoś takiego jak ja. I przepraszam. - spuściłam głowę i puściłam jego dłoń.
Jeśli kogoś kochasz,to nie przepraszaj za to. Miłość to dar Olivio,dodaje nam sił. - przytulił mnie do siebie.
A ja nie wiedząc co powiedzieć,po prostu go pocałowałam. Merlin odwzajemnił pocałunek,a potem odsunęliśmy się od siebie. Na jego twarzy zagościł ten jego czarujący uśmiech. Zaśmiałam isę pod nosem. Czy ja śnię? Właśnie go pocałowałam. Jednak po chwili podeszło do nas kilku mężczyzn. Merlin stanął przede mną chcąc mnie obronić. Podałam mu miecz,który podarował mu Artur. Zaczął walczyć z jednym,ze złoczyńców. Miałam nadzieję,że to Merlin wygra,jednakże Merlin został ugodzony mieczem w brzuch. Łowca nagród wbił mu miecz w pierś. Pisnęłam przerażona,a do oczu napłynęły mi łzy. Pobiegłam do Merlina i uklęknęłam przy nim. Mężczyźni zaczęli się śmiać. Wściekła i rozdrażniona,chwyciłam w dłoń miecz i zaczęłam walczyć. Już się nie bałam o siebie,teraz najważniejsze bylo to,aby Merlin trafił do pracowni Gajusza. Walczyłam niczym lew,udało mi się w jakiś sposób pokonać mężczyzn. Usiadłam obok Merlina i chwyciłam jego dłoń podnosząc go delikatnie. Uwiesiłam jego dłoń ramię na swojej szyi i jak najszybciej starałam się iść w stronę zamku Camelot.
Jestem za ciężki - mruknął Merlin.
Dam radę,obiecuję. Nie zostawię Cię. Nie mogę. - rozpłakałam się idąc dalej. Jakby płacz dodawał mi sił. Jakby chęć zobaczenia uradowanego Merlina była dla mnie podporą. Nie pozwolę mu umrzeć. On musi żyć. Musi! Po jakimś czasie doszliśmy do zamku. Stanęłam zmęczona. Zauważył nas Artur. Podbiegł do nas i pomógł mi zaprowadzić Merlina do Gajusza. Położyliśmy Merlina na łóżku,a Gajusz przygotował maści i lek. Podał Merlinowi coś do wypicia,Merlin wypił. Zdjęłam delikatnie młodemu czarodziejowi podkoszulek i chwyciłam się za usta przerażona. Rana była dość głęboka,jeśli on nie przeżyje to i ja umrę.
To moja wina.. Gdybym nie pozwoliła Ci się obronić - wybełkotałam ciągając nosem.
Sam chciałem Cię bronić Olivio. I nie płacz już. Nic mi nie będzie - otarł moje łzy.
Olivio - Artur nie mógł znieść mojego cierpienia,więc objął mnie ramieniem. Otarłam łzy trzymając Merlina za dłoń. Nie ma mowy nie puszczę go. Zostanę tutaj i będę czuwała.
W porządku. nic mi nie jest - mruknęłam do brata. Gajusz posmarował maścią ranę Merlina i owinął ją bandażem. Oznajmił też nam,że mój ukochany musi odpoczywać. Artur nic nie powiedział,nawet nie gonił go do roboty.
Arturze,dziękuję. Jednak jesteś dobrym człowiekiem - poczochrałam bratu włosy.
Czyżbyś w to wątpiła,droga siostrzyczko? - puścił mi oczko.
skdądże znowu. Liso,Agnes. Czy mogłybyście pomóc mojemu bratu? - poprosiłam je.
Oczywiście Olivio. - rzekły obie dziewczyny.
Dziękuję wam. - krzyknęłam do nich.
Siostro. Przekażę Gwen i Morganie,że zostaniesz tutaj dzisiaj. - oznajmił Artur.
W porządku. Ojcu też powiedz! Żeby mi zaraz nie robił szumu,że mnie nie ma w komnacie - przewróciłam oczami.
Jasne jasne. - zachichotał Artur.
Merlin uśmiechnął się do mnie,a ja do niego.
Może jednak powinnaś iść do siebie? Na pewno jesteś zmęczona - powiedział troskliwie Merlin.
Merlinie.. Jak już powiedziałam to zostanę tutaj na noc. Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo - pokazałam mu język i zaśmiałam się cicho. Ucałowałam go w czoło i poszłam pomóc Gajuszowi w robieniu eliksiru.
Gajuszu,czy Merlin wyjdzie z tego? - byłam bardzo przejęta. Oj tak. można było poznać,że coś czuję do młodego czarodzieja.
Oczywiście,że tak moja droga. To silny chłopak. - poklepał mnie po ramieniu medyk.
Uśmiechnęłam się do niego i wróciłam do Merlina. Usiadłam obok niego,a on spojrzał na mnie.
Mam nadzieję,że nie będziesz już płakać co? - był nieco rozbawiony,ale widać było,że miejsce,gdzie zadano cios go boli.
Nie będę. Nie martw się. Ale nie mów już nic. Boli Cię,więc cicho siedź. - przyłożyłam mu palec do ust,a on pochwycił moją dłoń,w swoją i ucałował. Spojrzałam na niego w szoku. Chyba chciał mi dać do zrozumienia,że mnie ceni i to bardzo. Zakazałam mu się odzywać,więc milczał i oboje wpatrywaliśmy się w siebie. Nie wytrzymałam i musnęłam jego usta. Gajusz widząc,co robię ucieszył się. Chciałabym być z Merlinem,ale nie wiem co na to ojciec. A zresztą,co mnie obchodzi zdanie ojca? Wymuszę na nim,żeby się zgodził. A co mi tam! Mam swoje sposoby. Zaśmiałam się cicho i wzięłam dłoń Merlina w swoją. Trzymałam go za rękę cały czas. Chłopak przesunął się na bok i spojrzał na wolne miejsce,dając mi do zrozumienia,że mam się położyć obok. Zrobiłam tak jak prosił. Położyłam się obok. I przytuliłam do jego ramienia. Pocałowałam go w czoło.
Śpij Merlinie. Musisz odpoczywać. -wyszeptałam mu do ucha,podnosząc się i składając na jego ustach pocałunek.
No już już. - chłopak odwzajemnił buziaka. - Pod warunkiem,że zostaniesz - spojrzał mi w oczy,jakby czekając na odpowiedź,którą znał.
Zostanę. spokojnie. - położyłam głowę na poduszce i przymknęłam oczy. Gajusz już spał. Nie czekał,aż my zaśniemy. Po prostu się położył i zasnął. Na pewno był zmęczony. My też jesteśmy,a mimo to leżymy dalej. Otworzyłam jedno oko. Merlin już spał. Wciąż trzymałam jego dłoń,nie chciałam puszczać. musiałam wiedzieć,że jest obok. Uśmiechnęłam się lekko i zamknęłam oczy. Wszyscy w zamku udali się do krainy snów. Ja tylko zasypiając miałam nadzieje,że Merlin oznajmi mi,dlaczego pozwala mi siebie całować i,że jego głęboka rana się zagoi. Z takimi rozmyśleniami zasnęłam.
~~~~~~~~~~`~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zbudziłam się rano,mając nadzieję,że wydarzenia z nocy były tylko moim urojeniem,snem. Otworzyłam oczy i ujrzałam mężczyznę śpiącego obok mnie,przetarłam oczy uświadamiając sobie,że to Merlin. Uśmiechnęłam się szeroko,wpatrując w niego. Widok śpiącego Merlina był nieziemski. Spojrzałam na samą siebie,byłam w jego koszuli i krótkich spodenkach,zaś on spał w samych spodniach. Od razu przypomniało mi się,że to,co sie stało w nocy nie było snem,lecz rzeczywistością. Posmutniałam od razu i pojedyncza łza popłynęła po moim policzku,chciałam cofnąć czas,żeby to co się stało wtedy nie miało miejsca. Jednak nie potrafiłam,więc musiałam jakoś z tym żyć. Westchnęłam cicho i powoli wyślizgnęłam się z ramion Merlina,tak,aby go nie obudzić. Podeszłam do szafy i spojrzałam na swój ubiór. Koszula Merlina była wygodna,postanowiłam coś do niej dobrać. Wyciągnęłam z szafy spodnie i ubrałam na siebie,usiadłam na skraju łóżka postanawiając obudzić już Merlina. Delikatnie szturchnęłam chłopaka,ale on dalej spał,jednak ja wiedziałam,że Artur nie będzie zadowolony z faktu,że Merlin jeszcze śpi. Zaczęłam się zastanawiać,co zrobić,żeby Merlin się obudził i wpadłam na genialny pomysł. Po cichu podeszłam do niego i przystawiłam usta do jego ucha.
Merlinie wstawaj. - mruknęłam seksownym głosikiem,na co chłopak otworzył oczy i spojrzał leniwie w moją stronę. Podniósł się i delikatnie uśmiechnął.
Dzień dobry. Długo spałem? - spytał mnie drapiąc się po głowie speszony.
Hm trochę. Przepraszam,że Cię obudziłam,ale na pewno mój kochany braciszek już się denerwuje,że Cię nie ma. - uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
No tak,cały Artur. Na pewno przyszykował mi już sporo roboty na dziś. -zaśmiał się i spojrzał na mnie - Czy mógłbym odzyskać swoją własność? - spytał wskazując na koszulę.
Właśnie... Bo widzisz.. Ja chciałabym ją zatrzymać. Mogłabym? Proszę! - spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem.
No dobrze,ale czy wypada mi iść tak po korytarzach zamku? - zamyślił się i zaśmiał - Kurczę zapomniałem,że mam tu jeszcze kurtkę. - nałożył ją na ramiona,pocałował mnie w czoło i wybiegł,a ja stałam jak wryta. On mnie pocałował,ludzie cud cud! No dobra w policzek,ale zawsze coś no nie? Zaczęłam się cieszyć jak głupia. Cała w skowronkach,zapominając o wczorajszych wydarzeniach ruszyłam do wyjścia z komnaty. Otworzyłam drzwi i wyszłam,udając się do Gajusza. Nuciłam sobie pod nosem,podskakując niczym czerwony kapturek,udający się do swojej babci. Zaśmiałam się,zwracając przy tym na siebie uwagę Lancelota. Uśmiechnęłam się w ich stronę speszona i wbiegłam do Gajusza. U niego siedziały dwie młode brunetki. Od razu było wiadome,że to bliźniaczki. Bardzo przypominały mi Merlina. Jak się po chwili dowiedziałam,były one jego siostrami. Zielonooka miała na imię Lisa,zaś brązowooka Agnes. Były śliczne. Na pewno miały urodę po matce. Spojrzały na mnie,a ja nie wiedząc o co chodzi przekrzywiłam głowę na bok.
Masz na sobie koszulę Merlina. - wyszeptała Agnes.
Ach. Tak tak. To długa historia. - podrapałam się po głowie,a na odkrytej ręce ukazał się siniak. Zapewne tamten rycerzyk zrobił mi ich kilka. Skrzywiłam się lekko i pokręciłam głową. Gdybym mogła,poszłabym daleko stąd. Nie pozwoliłabym by ktoś mnie tknął,ale nie miałam na to wpływu. Byłam za słaba,za słaba na bronienie się,za słaba na samobójstwo. Usiadłam na ziemi podkulają nogi pod brodę i gapiąc się jak jakiś kretyn w sufit.
Przepraszam - mruknęła Lisa - mogłabyś się nie smucić? - spytała siadając obok i obejmując mnie ramieniem. Poczułam się jakby była moją siostrą. Położyłam głowę na jej ramieniu,czując po drugiej stronie rękę Agnes. Obie mnie przytuliły,jakby chciały chronić przed złem. Poczułam się bezpiecznie,pierwszy raz w życiu. Na mojej twarzy zagościł delikatny uśmiech.
Dziękuję,na prawdę. - przytuliłam je mocno i pocałowałam w policzki.
Nie ma sprawy. - mruknęły obie nieco zmieszane. Na pewno się nie spodziewały,że im podziękuję. Po chwili Gajusz stanął obok mnie.
Olivio,chyba trzeba te siniaki posmarować maścią. Chodź. - ujął moją dłoń i pomógł wstać,poprowadził do ławki. Poprosił mnie,żebym usiadła,więc tak zrobiłam. Uniosłam delikatnie koszulę Merlina ku górze,a Gajusz wsmarował w siniaki maść. Podziękowałam mu skinieniem głowy i uśmiechem. Gajusz był dla mnie zawsze taki dobry,zawsze od małego traktował mnie jak córkę,gdy wyjechałam oboje byliśmy z tego powodu smutni. Ale teraz jestem w domu. Z ojcem,Arturem,Morganą,Gwen,rycerzami,Gajuszem,bliźniaczkami i Merlinem. Zatrzymałam się myślami na tym ostatnim. Pragnęłam widywać jego uśmiech i spojrzenie codziennie. Wiedziałam,że na pewno to doda mi sił. Dla Merlina zrobiłabym wszystko,oddałabym nawet własne życie,aby go chronić. Chociaż wiedziałam,że to on na pewno teraz będzie chciał chronić mnie. Nie mogę jednak pozwolić,żeby mu się coś stało. Gdyby mu się coś stało,straciłabym sens życia. Umarłabym od wewnątrz,a tego nie chcę. Na pewno to większe cierpienie od bólu fizycznego. Merlin nie wiedział nawet,co do niego czuję. Może to dobrze? Chciałabym mu powiedzieć,ale to niedorzeczne. Znamy się tylko jeden dzień,a ja już się w nim zakochałam. może to przeznaczenie? Główkując tak,nie zauważyłam nawet kiedy Merlin i Artur pojawili się u Gajusza. Dopiero szturchnięcie Artura wyciągneło mnie myśli.
Olivio,moja droga siostrzyczko. Chodźmy,mężczyzna,który dopuścił się wczoraj gwałtu na Tobie zaraz zostanie skazany - Artur powoli mnie podniósł,a ja spojrzałam na niego będąc w szoku. Miałam iść tam i na niego patrzeć? Wyrwałam się bratu i cofnęłam do tyłu,nie chciałam na tamtego mężczyznę patrzeć. Oni nie wiedzieli,jaki to ból.. Cofałam się dalej,lecz natrafiłam na przeszkodę,ktoś objął mnie od tyłu,jakby chciał dodać otuchy. Spojrzałam w tamtą stronę i ujrzałam Merlina,uśmiechał się tak uroczo jak zawsze,a w jego oczach szalały radosne ogniki.
Spokojnie,będę tuż obok. Jesteś bezpieczna. Nie pozwolę Cię skrzywdzić - szepnął mi do ucha. Ja tylko wymusiłam uśmiech. Pomachałam Gajuszowi,Lisie i Agnes i ruszyłam z bratem oraz swoją miłością ku sali tronowej. Trzymałam Merlina za ramię,bojąc się. Artur przyglądał się temu w szoku. Przez moment wydawało mi się,że był uśmiechnięty i nad czymś dumał. Mam nadzieję,że nie chce mnie z nikim swatać. Weszliśmy do sali tronowej. Ojciec wraz z Gwainem i Lancelotem stał przy tronie,a przed nimi leżał na ziemi tamten mężczyzna. Usłyszeli jak wchodzimy i spojrzeli w naszą stronę. Sir Leon trzymał go. Jak się dowiedziałam mężczyzna nazywał się Felix. Felix zerknął na mnie i już chciał mnie złapać,ale Sir Leon pociągnął go do tyłu,a Merlin stanął przede mną. chwyciłam Merlina za nadgarstek. Ojciec,Sir Leon,Gwain i Lancelot patrzyli się na nas niezrozumiale. Merlin spojrzał na moją rękę,a ja tylko dałam mu znak,że nic mi nie grozi. Chłopak przesunął się obok mnie,a ja puściłam jego rękę. Mój wzrok podążył ku Felixowi.
Ojcze,co z nim zrobisz? - spytałam ciekawa.
Trzeba go ukarać. Zamkniemy go w lochach,a potem dostanie kilka batów - zarządził ojciec.
Ale co to da? On przecież ma tę chorą satysfakcję,z tego,że przeleciał córkę Uthera Pendragona. Jeśli znowu mi się coś takiego przydarzy,to ja się chyba na poważnie zabiję no.
Miło było księżniczko - głos Felixa wyrwał mnie z moich myśli,a jego ten cwaniacki uśmiech. Artur nie wytrzymał i mu przyłożył. Ja spojrzałam na nich wszystkich,a w moich oczach zaszkliły się łzy. Odwróciłam się do nich plecami i wyszłam. Ojciec dopiero zauważył,że mam na sobie koszulkę Merlina,zamrugał zdziwiony.
Merlinie,czy moja córka ma na sobie Twoją koszulę? - spytał zdezorientowany ojciec.
Tak panie. Dałem jej,bo jej koszula była porwana - oznajmił mu Merlin.
Dziękuję - wybełkotał król. Merlin tylko się uśmiechnął i wyszedł za mną,a ja? Biegłam ile sił w nogach przed siebie,zanosząc się płaczem. Zbiegłam do pracowni Gajusza i usiadłam w kącie. Zawsze tak robiłam,gdy byłam zdołowana,siedziałam tam i płakałam. Lisa z Agnes spojrzały na mnie i pogładziły po głowie,ale Gajusz pokręcił tylko im głową,żeby mnie zostawiły. On mnie znał bardzo dobrze,wiedział,że potrzebuję chwili do przemyśleń. Siedziałam i znowu rozmyślałam,o wszystkim i o niczym. Moje życie jest po prostu pełne porażek. Tak,może i jestem księżniczką,ale za to ciągle padam czegoś ofiarą,jak nie gwałtu,to mnie pobiją. Albo facet mnie zrani. Chyba nie jest mi pisane szczęście,nigdy nie będę taka jak Gwen czy Morgana. Po nich widać,że kipią radością,a ja? Ja tylko jestem miła i przyjacielska oraz pomocna. Nigdy nie kipiałam radością,zawsze wymuszałam uśmiech na twarzy. Zazdroszczę im,one chociaż mają powodzenie,a ja? Ja tylko padam ofiarą mężczyzn. Nie mam tego czegoś,co moje dwie przyjaciółki,nawet Agnes i Lisa są ode mnie ładniejsze. Rozbeczałam się jeszcze bardziej. No tak,ze mną gorzej niż z dzieckiem. Jestem żałosna,co mi da ciągłe użalanie się nad sobą? Nic,a nic. Ale nie zmienię siebie. Taka już jestem. Ukryłam twarz w kolanach i zamknęłam oczy,chciałam,żeby wszystko uległo zmianom,żeby bylo inaczej niż jest. Niestety,to tylko marzenia. Do pracowni wbiegł zdyszany Merlin.
Czy ona jest tutaj? - zaczął się rozglądać w poszukiwaniu mnie,a gdy już mnie zobaczył,ruszył w moją stronę wolnym krokiem.
Merlinie,zostaw ją. Ona musi mieć chwilę dla siebie - Gajusz grzecznie go poprosił o to,a Merlin przytaknął tylko i usiadł na ławce. Podniosłam głowę do góry i zobaczyłam Merlina,tak moją miłość. Wiem,że on na mnie nigdy w ten sposób nie spojrzy,jestem dla niego tylko przyjaciółką. Zresztą kto,by mnie pokochał? Nikt,jestem beznadziejna. Rozbeczałam się jeszcze bardziej,zaczęłam kręcić głową na boki i trzymać się za oczy,ciągle płacząc. Merlin niestety nie wytrzymał tego i podszedł do mnie. Usiadł obok i objął ramieniem. Odsunęłam ręce z oczu i spojrzałam w jego,niebieskie oczy. Były piękne,można było w nich utonąć. Wpatrywałam się tak jak zaczarowana,dopiero gdy Merlin dotknął mojego policzka ocierając łzy wyszłam z transu. Pokręciłam głową na boki. Chciałam wyjść,przestać myśleć o tym wszystkim.
Może masz ochotę na spacer? Chciałbym Ci coś pokazać. - wydukał Merlin,jakby czytał mi w myślach.
Oczywiście. - wymusiłam uśmiech i podniosłam się. Merlin zrobił to samo,wziął mnie pod ramię i udaliśmy się na spacer. Nie wiedziałam dokąd mnie prowadzi. Po drodze opowiadał mi o jakimś jeziorze,ach no tak.. Przecież jego ukochana tam się ponoć pojawia. Skrzywiłam się,po co ja mu tam? Nie chciałby sam z nią spędzać czasu? Cholercia i zrozum tu tok myślenia faceta. Ugh jakież to trudne! Przystanęliśmy. Spojrzałam przed siebie i ujrzałam jezioro. Było piękne,a na nim stała śliczna,młoda kobieta. Nie dziwię się Merlinowi,że ją kochał i na pewno wciąż kocha. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się szeroko do nas. wyciągnęła w moją stronę dłoń,więc podeszłam powoli do niej.
Ty jesteś siostrą Artura,Olivią. dużo o Tobie słyszałam wczorajszego dnia. - zachichotała,wpatrując się w Merlina.
O mnie? Ja również o Tobie słyszałam wiele,Freyo. Przykro mi,że jesteś duchem. Przykro mi,że nie możecie być razem. - westchnęłam cicho. No tak,jak zwykle martwię się o innych,a o siebie nie. Nad sobą to się tylko użalam.
Nie szkodzi. Nie możemy być razem,to prawda,ale Merlin podarował mi coś. On mnie uratował i wie o tym doskonale. Pokazał mi co to miłość,nauczył kochać - oznajmiła dumnie Freya.
Dlaczego kazałaś mnie mu przyprowadzić? - spytałam ni stąd,ni z zowąd.
Chciałam z Tobą porozmawiać o nim. Chciałabym,żebyś się nim zaopiekowała. Chcę,żeby był szczęśliwy. - powiedziała mi Pani Jeziora.
Dlaczego,więc wybrałaś mnie? Dlaczego ja? - pokręciłam głową. Przecież to niedorzeczne. Nie jestem w stanie mu pomóc.
Bo wiem czego pragniesz i wiem,czego on potrzebuje. On potrzebuje miłości,a Ty możesz mu ją dać. Sądzę,że byłaby z was idealna para - wypowiedziała szczerze Freya.
Ja.. Nie wiem,czy potrafię - wyszeptałam cichutko.
Na pewno dasz radę,młoda księżniczko. Musisz tylko uwierzyć w siebie. Pokaż Merlinowi,co czujesz. Na pewno to zrozumie. - uśmiechnęła się do mnie i zniknęła.
Zaczekaj! Jak? - byłam zszokowana. Freya zanim zniknęła wskazała na moje serce. Ale co to kuźwa znaczy? Co mam posłuchać głosu serca? A bo ja umiem. Ale mnie postawiła w skomplikowanej sytuacji. A Merlin sobie stał zadowolony z siebie. Czy on maczał w tym palce? A może on też coś do mnie czuje? Nie to głupie. Na pewno nie.
Wracamy? - spytał,przerywając moje rozmyślenia.
Tak. - mruknęłam i ruszyliśmy w stronę zamku. Szliśmy przez las obok siebie,co chwilę zerkając ku sobie. Zastanawiałam się nad słowami dawnej ukochanej Merlina,czy będę potrafiła? Muszę spróbować. Przystanęłam chwytając Merlina za rękę i dotykając nią swojego policzka.
Merlinie.. Ja. Bo widzisz. - westchnęłam,nie wiedząc jak to powiedzieć.
Tak? - chłopak przekrzywił głowę na bok.
Kocham Cię. Od pierwszego spojrzenia na Ciebie. wiem,że to głupie i na pewno myślisz,że oszalałam,ale mówię prawdę. Kocham Cię bardzo. Wiem także,że nigdy byś nie spojrzał na kogoś takiego jak ja. I przepraszam. - spuściłam głowę i puściłam jego dłoń.
Jeśli kogoś kochasz,to nie przepraszaj za to. Miłość to dar Olivio,dodaje nam sił. - przytulił mnie do siebie.
A ja nie wiedząc co powiedzieć,po prostu go pocałowałam. Merlin odwzajemnił pocałunek,a potem odsunęliśmy się od siebie. Na jego twarzy zagościł ten jego czarujący uśmiech. Zaśmiałam isę pod nosem. Czy ja śnię? Właśnie go pocałowałam. Jednak po chwili podeszło do nas kilku mężczyzn. Merlin stanął przede mną chcąc mnie obronić. Podałam mu miecz,który podarował mu Artur. Zaczął walczyć z jednym,ze złoczyńców. Miałam nadzieję,że to Merlin wygra,jednakże Merlin został ugodzony mieczem w brzuch. Łowca nagród wbił mu miecz w pierś. Pisnęłam przerażona,a do oczu napłynęły mi łzy. Pobiegłam do Merlina i uklęknęłam przy nim. Mężczyźni zaczęli się śmiać. Wściekła i rozdrażniona,chwyciłam w dłoń miecz i zaczęłam walczyć. Już się nie bałam o siebie,teraz najważniejsze bylo to,aby Merlin trafił do pracowni Gajusza. Walczyłam niczym lew,udało mi się w jakiś sposób pokonać mężczyzn. Usiadłam obok Merlina i chwyciłam jego dłoń podnosząc go delikatnie. Uwiesiłam jego dłoń ramię na swojej szyi i jak najszybciej starałam się iść w stronę zamku Camelot.
Jestem za ciężki - mruknął Merlin.
Dam radę,obiecuję. Nie zostawię Cię. Nie mogę. - rozpłakałam się idąc dalej. Jakby płacz dodawał mi sił. Jakby chęć zobaczenia uradowanego Merlina była dla mnie podporą. Nie pozwolę mu umrzeć. On musi żyć. Musi! Po jakimś czasie doszliśmy do zamku. Stanęłam zmęczona. Zauważył nas Artur. Podbiegł do nas i pomógł mi zaprowadzić Merlina do Gajusza. Położyliśmy Merlina na łóżku,a Gajusz przygotował maści i lek. Podał Merlinowi coś do wypicia,Merlin wypił. Zdjęłam delikatnie młodemu czarodziejowi podkoszulek i chwyciłam się za usta przerażona. Rana była dość głęboka,jeśli on nie przeżyje to i ja umrę.
To moja wina.. Gdybym nie pozwoliła Ci się obronić - wybełkotałam ciągając nosem.
Sam chciałem Cię bronić Olivio. I nie płacz już. Nic mi nie będzie - otarł moje łzy.
Olivio - Artur nie mógł znieść mojego cierpienia,więc objął mnie ramieniem. Otarłam łzy trzymając Merlina za dłoń. Nie ma mowy nie puszczę go. Zostanę tutaj i będę czuwała.
W porządku. nic mi nie jest - mruknęłam do brata. Gajusz posmarował maścią ranę Merlina i owinął ją bandażem. Oznajmił też nam,że mój ukochany musi odpoczywać. Artur nic nie powiedział,nawet nie gonił go do roboty.
Arturze,dziękuję. Jednak jesteś dobrym człowiekiem - poczochrałam bratu włosy.
Czyżbyś w to wątpiła,droga siostrzyczko? - puścił mi oczko.
skdądże znowu. Liso,Agnes. Czy mogłybyście pomóc mojemu bratu? - poprosiłam je.
Oczywiście Olivio. - rzekły obie dziewczyny.
Dziękuję wam. - krzyknęłam do nich.
Siostro. Przekażę Gwen i Morganie,że zostaniesz tutaj dzisiaj. - oznajmił Artur.
W porządku. Ojcu też powiedz! Żeby mi zaraz nie robił szumu,że mnie nie ma w komnacie - przewróciłam oczami.
Jasne jasne. - zachichotał Artur.
Merlin uśmiechnął się do mnie,a ja do niego.
Może jednak powinnaś iść do siebie? Na pewno jesteś zmęczona - powiedział troskliwie Merlin.
Merlinie.. Jak już powiedziałam to zostanę tutaj na noc. Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo - pokazałam mu język i zaśmiałam się cicho. Ucałowałam go w czoło i poszłam pomóc Gajuszowi w robieniu eliksiru.
Gajuszu,czy Merlin wyjdzie z tego? - byłam bardzo przejęta. Oj tak. można było poznać,że coś czuję do młodego czarodzieja.
Oczywiście,że tak moja droga. To silny chłopak. - poklepał mnie po ramieniu medyk.
Uśmiechnęłam się do niego i wróciłam do Merlina. Usiadłam obok niego,a on spojrzał na mnie.
Mam nadzieję,że nie będziesz już płakać co? - był nieco rozbawiony,ale widać było,że miejsce,gdzie zadano cios go boli.
Nie będę. Nie martw się. Ale nie mów już nic. Boli Cię,więc cicho siedź. - przyłożyłam mu palec do ust,a on pochwycił moją dłoń,w swoją i ucałował. Spojrzałam na niego w szoku. Chyba chciał mi dać do zrozumienia,że mnie ceni i to bardzo. Zakazałam mu się odzywać,więc milczał i oboje wpatrywaliśmy się w siebie. Nie wytrzymałam i musnęłam jego usta. Gajusz widząc,co robię ucieszył się. Chciałabym być z Merlinem,ale nie wiem co na to ojciec. A zresztą,co mnie obchodzi zdanie ojca? Wymuszę na nim,żeby się zgodził. A co mi tam! Mam swoje sposoby. Zaśmiałam się cicho i wzięłam dłoń Merlina w swoją. Trzymałam go za rękę cały czas. Chłopak przesunął się na bok i spojrzał na wolne miejsce,dając mi do zrozumienia,że mam się położyć obok. Zrobiłam tak jak prosił. Położyłam się obok. I przytuliłam do jego ramienia. Pocałowałam go w czoło.
Śpij Merlinie. Musisz odpoczywać. -wyszeptałam mu do ucha,podnosząc się i składając na jego ustach pocałunek.
No już już. - chłopak odwzajemnił buziaka. - Pod warunkiem,że zostaniesz - spojrzał mi w oczy,jakby czekając na odpowiedź,którą znał.
Zostanę. spokojnie. - położyłam głowę na poduszce i przymknęłam oczy. Gajusz już spał. Nie czekał,aż my zaśniemy. Po prostu się położył i zasnął. Na pewno był zmęczony. My też jesteśmy,a mimo to leżymy dalej. Otworzyłam jedno oko. Merlin już spał. Wciąż trzymałam jego dłoń,nie chciałam puszczać. musiałam wiedzieć,że jest obok. Uśmiechnęłam się lekko i zamknęłam oczy. Wszyscy w zamku udali się do krainy snów. Ja tylko zasypiając miałam nadzieje,że Merlin oznajmi mi,dlaczego pozwala mi siebie całować i,że jego głęboka rana się zagoi. Z takimi rozmyśleniami zasnęłam.
wtorek, 28 sierpnia 2012
Powrót do domu.
Minęło kilka lat odkąd byłam w domu w Camelot. Mieszkałam przez ten czas w Eldor u przemiłej kobiety,która dużo opowiadała mi o swoim synu. Jej opowieści codziennie słuchałam z zaciekawieniem. Były niesamowite. Matka chłopaka powiedziała mi,że ponoć jej syn mieszka w Camelocie i uczy się u jej przyjaciela Gajusza. Byłam zdziwiona owym faktem. Przecież Gajusz nie miał ucznia,ale może przez te 10 lat cokolwiek się zmieniło? Tak gdy miałam 9 lat zostałam wywieziona do wioski. Pamiętam,że w dzieciństwie widziałam jakiegoś chłopca u kobiety, z którą jeszcze niedawno mieszkałam. Na początku dostała mnie biedna rodzina bezdzietna. Cieszyli się na córkę. Teraz wracam do domu. Nie mogę się doczekać zobaczyć brata. Tak Artur Pendragon to mój brat,bliźniak. Starszy ode mnie o niecałą godzinę. Bydle jedno no. Wiecie co? Jak tak można do cholery! Zawsze mi to wypomina. Ach zapomniałam się. Tak więc. Dojechałam dyliżansem pod zamek. Jeden z rycerzy.,jak mniemam Gwain pomógł mi wyjść. Wyszłam więc i przywitałam się z ojcem,następnie z kuzynką Morganą i bratem. Za bratem zauważyłam chłopaka. Zaciekawiona nim zaczęłam mu się przyglądać,na co ojciec przywrócił mnie do porządku. Razem z Arturem i Morganą weszłam do zamku. Za nami szedł on.,ten chłopak. Czułam na sobie jego wzrok. Oczywiście jak zwykle sprzeczałam się z Arturem o jego wielki brzuch i o to kto jest starszy. Ja i mój brat bardzo różniliśmy się od siebie. Byliśmy przeciwieństwami. On był taki jak ojciec,a ja? Ja byłam przyjacielska,miła i pomocna. Wraz z bagażami udałam się do pokoju żegnając z Arturem i Morganą,którym dałam małe upominki. Weszłam do komnaty. Nic się nie zmieniła. Wyciągnęłam z kufra mały pakunek i ruszyłam do Gajusza. Weszłam do środka,przywitałam się z nim i znowu spotkałam tego chłopaka. Jak się okazało to był syn tej kobiety. Opowiedziałam im,że owa kobieta jest bardzo miła. Merlin,bo tak miał na imię ten chłopak ucieszył się,że ktoś się opiekował jego matką,gdy on nie mógł. Wiedząc,że za chwilę będzie uczta pocałowałam Gajusza w policzek i pomachałam Merlinowi. Ruszyłam do swojej komnaty,tam spotkałam swoją dobrą przyjaciółkę Gwen. Ona pomogła mi się przebrać,tak samo jak Morganie. Wraz z nimi udałam się na ucztę. Usiadłam obok Artura przewracając co chwilę oczami. Merlin stał z Gajuszem obok Gwen.,nie wiem co ma ten chłopak w sobie,ale coś mnie do niego ciągnie. Jakby samo jego istnienie dawało mi tlen, czuję się przyciągana magnesem w jego stronę. Pokręciłam lekko głową. Przecież to niedorzeczne. Czyżbym się zakochała. Zaczęłam o tym rozmyślać. Jednak moje rozmeślanie przerwał mi mój kochany brat.
Olivio, mogłabyś mi powiedzieć dlaczego sie przyglądasz Merlinowi? - spytał mnie mój kochany i jakzę denerwujący brat Artur.
Arturze,jeśli możesz nie interesuj się tym. Poza tym nie Twoja sprawa. - ryknęłam na niego,wstałam od stołu i zła na niego,że wyciągnął mnie z moich dumań udałam się do swego królestwa (czytajcie mieszkanka). Weszłam do środka i rzuciłam się na łóżko. ( Tak tak wiem księżniczce nie przystoi,ale co mi tam. -,- XD ) Gdybym mogła,to na pewno w tej chwili strzelałabym piorunami. Byłam wściekła. Nienawidzę,gdy ktoś mi przerywa dumanie. Cholera jasna no. Że też ten Artur musi swojego nosa wepchać w nie swoje sprawy. Podniosłam się do siedzącej pozycji i spojrzałam w sufit. Tak jedyna rzecz jaka mnie inspirowała do namysłów to sufit. Nie wiem dlaczego,ale uwielbiam się w niego wpatrywać. Zamyśliłam się,tak patrząc. Merlin,Merlin,Merlin. Ciągle to imię kszątało mi się po głowie. Teraz już wiem,że jestem w nim zakochana. No skumajcie mnie. Nie znam człowieka,widzę go pierwszy raz na oczy i już się w nim zakochałam? Dziwne nie? Kurde no. To jest po prostu chore,ja jestem chora. Moje życie jest chore. Kto chciałby mieć ojca tyrana? Co mu przeszkadzają czarodzieje,druidzi? Przecież Ci,którzy teraz żyją nic mu nie zrobili,a on ich krzywdzi. Cholerka. Chciałabym,żeby wreszcie był spokój,żeby nie było tych chorych wojen i sprzeczek o wszystko. Czy to wszystko musi być takie trudne? Ja już nie wytrzymam tego dłużej. Jeśli ojciec znów skrzywdzi biednych druidów,to ja Olivia Pendragon powieszę się na linie na balkonie zamku. Albo zabiorę Gajuszowi jakąś trutkę. Tak to będzie piękne,tym bardziej,że do moich kłopotów dołączyła jeszcze ta chora miłość.
Nagle usłyszałam otwierane drzwi. Wyrwało mnie to oczywiście z tego marudzenia wam i użalania się nad sobą,może to i dobrze. Spojrzałam w tamtą stronę i nie zgadniecie kogo tam ujrzałam. Merlina! Stał sobie jak gdyby nigdy nic. A obok niego ten kretyn Artur. Ja wiem,że na pewno w przyszłości zostanie królem,ale kurczę no,mógłby chociaż trochę zmądrzeć. Uniosłam brwi ku górze wpatrując się w nich niczym bazyliszek. Tak tak,chętnie zamieniłabym ich w kamień. No dobra,Arutura. Merlina nawet bym nie tknęła.
Olivio,moja siostrzyczko. Jak wiesz,Merlin jest moim sługą. Postanowiłem odstąpić Ci go na kilka dni. Skoro tak lubisz na niego patrzeć,to będziesz miała przynajmniej więcej okazji - wykrztusił z siebie Artur. Był złośliwy,ja to wiem.
Arturze,nie potrzebuję żebyś mi kogokolwiek powierzył do pomocy. Wiesz doskonale,że potrafię sobie poradzić sama. A co do patrzenia na Merlina,jak już rzekłam przy uczcie. To nie Twój interes. - krzyknęłam w jego stronę kopiąc go w łydkę.
Och siostrzyczko ile brutalności w Twoich czynach,a może nie różnisz się nic ode mnie i od ojca co? - spytał Artek obejmując mnie ramieniem.
Jestem inna niż wy. Zupełnie inna. Krzywdzicie tych biednych ludzi. Druidów i czarodziei,przecież to też są ludzie. Ach i Arturku,braciszku. Weź no schudnij,bo Ci bebzonik wystaje - uśmiechnęłam się wrednie do niego. Tak nareszcie. Punkt dla Olivii. Zatkało Artura. Kipiał złością i to jak. Gdyby mógł to by ział ogniem,o tak. Widok Artka czerwonego ze złości był cudowny.
Artur po chwili wyszedł,zaś Merlin stał dalej i wpatrywał się we mnie. Westchnęłam cicho. Może powinnam z nim pogadać? Tak na pewno powinnam.
O co chodzi Merlinie? -spytałam chłopaka.
Panienko Olivio,czy na prawdę nie przeszkadza panience ani czarodziei,ani druid? - zdziwił się Merlin.
Dlaczego niby miałby przeszkadzać? Coś TY. Uwielbiam takie towarzystwo. Co prawda przy ojcu nie można być pośród nich,ale czasem spędzałam z nimi czas w ciągu tych 10 lat. Są bardzo mili,a poza tym czarodziei,czy druid przecież to też człowiek Merlinie. Tylko mi nie mów,że opinia ojca i mojego grubego braciszka Ci się udzieliła,bo chyba na zawał padnę! - złapałam się za głowę przerażona.
Spokojnie. Nic takiego nie chciałem powiedzieć,ale znałem kiedyś dziewczynę. Była druidką i zmieniała się w stwora. Zależało mi na niej,jednakże atakowała ludzi i została zraniona. Przez co umarła. A potem została Panią Jeziora. Mówiła mi,że pojawi się młoda blondwłosa piękność na zamku - uśmiechnął się wesoło młody czarodziej.
Czyli kochałeś ją ponad życie prawda? Nadal ją kochasz? - byłam ciekawa i zawiedziona. Podkuliłam nogi pod brodę wpatrując sie w podłogę. Czyli na pewno nie mam u niego szans. Co za pech. A jest taki słodki. Ten jego uśmiech,te oczy,te uszy. Sam seks. Mówię wam! Oj brałabym brała. *_*
Tak to prawda. Kochałem ją i kocham,ale ona kazała mi zająć się Gajuszem i innymi. Mam pomagać Arturowi. - uśmiechnął się blado.
Rozumiem. Gajusz na pewno Cię potrzebuje. Powinieneś do niego iść - tak wiem. Jestem bardzo gościnna. Powinnam go zatrzymać,pocałować czy coś,ale nie umiem. On kocha tamtą dziewczynę,a ja nie mogę nic z tym zrobić. Nic,a nic. Zabolało troszkę. Ale co poradzę. Jakoś to przeżyję,pocierpię,pocierpię i mi przejdzie. Ta jasne,przejdzie mi? Ciekawe kiedy. Przymknęłam oczy nie zwracając już na nic uwagi.
Merlin wyszedł bez słowa. Tylko się uśmiechnął,jakby wiedział,że chcę zostać sama. Wydawało mi się nawet,że próbuje odczytać moje zachowanie,jakby chciał się dowiedzieć,co czuję. No już facet się dowiesz. A idźcie z facetami. Powiem ojcu,że chcę zostać siostrą zakonną. O tak Olivia siostra nad siostrami! To byłoby genialne nieprawdaż? Szkoda tylko,że się nie nadaję. Zawsze mogę zostać starą panną. Zaczynam wariować,ale ja jestem głupia doprawdy. Och i znowu moje użalanie się nad sobą. Olivio spokojnie. Odetchnij,oddychaj. Tak po prostu teraz zaczęłam się śmiać. Z samej siebie i z tego wszystkiego. Śmiałam się i płakałam,nawet nie pojawiłam się na kolacji. Nie miałam ochoty. Tak po prostu znów zamknęłam oczy i zasnęłam. Spałam gdzieś do drugiej,gdy nagle usłyszałam kroki. Cholercia kto mi się krząta po pokoju. Otwieram jedno oko,potem drugie. I kogo widzę? Jakiegoś rycerzyka stojącego obok. No shit. Co on ode mnie chce no kurde. Uniosłam się do pozycji siedzącej wpatrując w niego wymownie,a ten ni z gruchy ni z pietruchy rzucił się na mnie jak lew na żarło. Co to ma być? Jakiś rycerzyk napada na mnie w środku nocy. Mamo ratuj,a przepraszam. Nie mam matki. Ojciec weź go ode mnie! Niestety na moje nieszczęście to nie był rycerz Camelotu i był zbyt silny. Dobierał się do mnie no. O mamuniu. Q-Q On chce mnie zgwałcić. Kopałam go i wyrywałam się,a ten dalej swoje. I wiecie co kurde zrobił? Zerwał ze mnie ciuchy i tak. Odebrał mi moją dumę. Jakby to go bawiło. Darłam się w wniebogłosy,błagałam,żeby przestał. Był okrutny. Bawił się mną,mój krzyk z bólu sprawiał mu przyjemność. Robił ze mną co chciał. Dotykał mnie po całym ciele z brutalnością,jakby chciał to mógłby mnie zabić. Zaniosłam się płaczem. Już bym wolała zdychać niż przeżywać takie coś. Cały zamek spał. Nikt mnie nie słyszy. Weźta się obudźcie do cholery i ratujcie księżniczkę! Wtem ni z gruchy,ni z pietruchy wpadł do mej komnaty mój rycerz. No zgadnijcie kto? No kto? Merlin! Nie wiem jakim cudem mnie usłyszał. Coś tam wymruczał,a gwałciciel odleciał do tyłu. Merlin przywalił mu lekko. Usłyszałam gruchotanie kości i zastanawiałam się,czy to tego faceta,czy Merlina dłoń. Ech biedaczek. Po 5 minutach wbiegł Artur. Dorwał tego drania i poszedł z nim do lochów. Osobiście go zaprowadził. Ja natomiast siedziałam na łóżku cholernie zszokowana i zdołowana. Nienawidzę czegoś takiego. Ukryłam twarz w dłoniach becząc jak dziecko. No,ale przynajmniej miałam powód. Tak teraz też mogę popełnić samobójstwo. Nareszcie. Będę szczęśliwa. Tylko nie mogę,jestem na to za słaba. Ech. Zaczęłam ryczeć jeszcze bardziej. A Merlin? Usiadł obok mnie i objął ramieniem. Tak. Szoken no nie? Też jestem w szoku,ale takie sytuacje są najgorsze. Nawet tego nie odratuję. Blee czuję się popsuta. Poważnie. Q-Q Popsuli wam Olivię! QAQ
Proszę nie płakać. Nie mogę na to patrzeć. Jeśli panienka chce zostanę tutaj i będę strzegł. Nie pozwolę Cię skrzywdzić Olivio. Obiecuję,jak zauważyłaś jestem czarodziejem. Przepraszam,że nie przybiegłem wcześniej - ucałował moje blade czółko i zdjął z siebie koszulę ukazując swój torsik. Nałożył na mnie swą odzież i mocno mnie wtulił w siebie. Dajcie chusteczki. Będzie krwotok z nosa. Oj będzie!
Przepraszam. Ja tylko. Czuję się taka popsuta,wykorzystana. To po prostu dla mnie nie pojęte. Jak on wszedł i dlaczego ja. - westchnęłam kręcąc głową - Tak wiem Merlinie. Zorientowałam się,że jesteś czarodziejem po Twoim ratunku. Wiesz. Najważniejsze jest to,że się pojawiłeś. Dziękuje - ucałowałam jego policzek.
Nie masz za co. Może przynieść koszulę z szafy? Czy moja koszulka wystarczy? - spojrzał na mnie nieco zmieszany. Tak pewnie nie widział kobiety o moich kształtach. Byłam trochę pulchna. Nie tak jak brat,ale miałam co nieco tu i tam. Na pewno miałam największe cycki w okolicy. Uniosłam brew ku górze waląc Merlina w ramię.
Ej! Nie patrz się tak. Wystarczy Twoja koszula,ale muszę ubrać jakieś spodenki. Poczekaj. - podniosłam się i ubrałam króciutkie spodnie,po czym położyłam się znów.
Teraz możesz spać. Ja będę czuwał. Obiecuję. Nie odejdę od Ciebie na krok,a jutro porozmawiam z Twoim bratem,czy mógłbym się Tobą opiekować. - mój wybawca pocałował mnie w czoło i chwycił za rękę. Chyba nie chciał mnie puścić,bo się bał,że ktoś mnie skrzywdzi.
Spróbuję zasnąć,ale Ty też powinieneś. Wiem też,żę jakby coś się działo to się zbudzisz.A co do mojego brata,to wątpię,że się zgodzi. Także dobranoc Merlinie. Do rana - wtuliłam się w jego klatkę piersiową wciągając nosem ten jego slodki zapach,który tak mnie uspokoił. Oj chyba nie oddam mu tej koszulki. Na tę myśl uśmiechnęłam się mimowolnie i zamknęłam oczy,po chwili zasypiając.
Dobranoc Olivio. Śpij dobrze. Pamiętaj. Ze mną jesteś bezpieczna - Merlin przymknął swoje niebieściutkie oczka i zasnął. OPboje udaliśmy się do krainy wiecznego spoczynku. No to jutro będzie awantura. Ojciec na pewno nie popuści temu,kto mnie skrzywdził. Oj chętnie sama bym mu coś zrobiła. Obcięła głowę.
Olivio, mogłabyś mi powiedzieć dlaczego sie przyglądasz Merlinowi? - spytał mnie mój kochany i jakzę denerwujący brat Artur.
Arturze,jeśli możesz nie interesuj się tym. Poza tym nie Twoja sprawa. - ryknęłam na niego,wstałam od stołu i zła na niego,że wyciągnął mnie z moich dumań udałam się do swego królestwa (czytajcie mieszkanka). Weszłam do środka i rzuciłam się na łóżko. ( Tak tak wiem księżniczce nie przystoi,ale co mi tam. -,- XD ) Gdybym mogła,to na pewno w tej chwili strzelałabym piorunami. Byłam wściekła. Nienawidzę,gdy ktoś mi przerywa dumanie. Cholera jasna no. Że też ten Artur musi swojego nosa wepchać w nie swoje sprawy. Podniosłam się do siedzącej pozycji i spojrzałam w sufit. Tak jedyna rzecz jaka mnie inspirowała do namysłów to sufit. Nie wiem dlaczego,ale uwielbiam się w niego wpatrywać. Zamyśliłam się,tak patrząc. Merlin,Merlin,Merlin. Ciągle to imię kszątało mi się po głowie. Teraz już wiem,że jestem w nim zakochana. No skumajcie mnie. Nie znam człowieka,widzę go pierwszy raz na oczy i już się w nim zakochałam? Dziwne nie? Kurde no. To jest po prostu chore,ja jestem chora. Moje życie jest chore. Kto chciałby mieć ojca tyrana? Co mu przeszkadzają czarodzieje,druidzi? Przecież Ci,którzy teraz żyją nic mu nie zrobili,a on ich krzywdzi. Cholerka. Chciałabym,żeby wreszcie był spokój,żeby nie było tych chorych wojen i sprzeczek o wszystko. Czy to wszystko musi być takie trudne? Ja już nie wytrzymam tego dłużej. Jeśli ojciec znów skrzywdzi biednych druidów,to ja Olivia Pendragon powieszę się na linie na balkonie zamku. Albo zabiorę Gajuszowi jakąś trutkę. Tak to będzie piękne,tym bardziej,że do moich kłopotów dołączyła jeszcze ta chora miłość.
Nagle usłyszałam otwierane drzwi. Wyrwało mnie to oczywiście z tego marudzenia wam i użalania się nad sobą,może to i dobrze. Spojrzałam w tamtą stronę i nie zgadniecie kogo tam ujrzałam. Merlina! Stał sobie jak gdyby nigdy nic. A obok niego ten kretyn Artur. Ja wiem,że na pewno w przyszłości zostanie królem,ale kurczę no,mógłby chociaż trochę zmądrzeć. Uniosłam brwi ku górze wpatrując się w nich niczym bazyliszek. Tak tak,chętnie zamieniłabym ich w kamień. No dobra,Arutura. Merlina nawet bym nie tknęła.
Olivio,moja siostrzyczko. Jak wiesz,Merlin jest moim sługą. Postanowiłem odstąpić Ci go na kilka dni. Skoro tak lubisz na niego patrzeć,to będziesz miała przynajmniej więcej okazji - wykrztusił z siebie Artur. Był złośliwy,ja to wiem.
Arturze,nie potrzebuję żebyś mi kogokolwiek powierzył do pomocy. Wiesz doskonale,że potrafię sobie poradzić sama. A co do patrzenia na Merlina,jak już rzekłam przy uczcie. To nie Twój interes. - krzyknęłam w jego stronę kopiąc go w łydkę.
Och siostrzyczko ile brutalności w Twoich czynach,a może nie różnisz się nic ode mnie i od ojca co? - spytał Artek obejmując mnie ramieniem.
Jestem inna niż wy. Zupełnie inna. Krzywdzicie tych biednych ludzi. Druidów i czarodziei,przecież to też są ludzie. Ach i Arturku,braciszku. Weź no schudnij,bo Ci bebzonik wystaje - uśmiechnęłam się wrednie do niego. Tak nareszcie. Punkt dla Olivii. Zatkało Artura. Kipiał złością i to jak. Gdyby mógł to by ział ogniem,o tak. Widok Artka czerwonego ze złości był cudowny.
Artur po chwili wyszedł,zaś Merlin stał dalej i wpatrywał się we mnie. Westchnęłam cicho. Może powinnam z nim pogadać? Tak na pewno powinnam.
O co chodzi Merlinie? -spytałam chłopaka.
Panienko Olivio,czy na prawdę nie przeszkadza panience ani czarodziei,ani druid? - zdziwił się Merlin.
Dlaczego niby miałby przeszkadzać? Coś TY. Uwielbiam takie towarzystwo. Co prawda przy ojcu nie można być pośród nich,ale czasem spędzałam z nimi czas w ciągu tych 10 lat. Są bardzo mili,a poza tym czarodziei,czy druid przecież to też człowiek Merlinie. Tylko mi nie mów,że opinia ojca i mojego grubego braciszka Ci się udzieliła,bo chyba na zawał padnę! - złapałam się za głowę przerażona.
Spokojnie. Nic takiego nie chciałem powiedzieć,ale znałem kiedyś dziewczynę. Była druidką i zmieniała się w stwora. Zależało mi na niej,jednakże atakowała ludzi i została zraniona. Przez co umarła. A potem została Panią Jeziora. Mówiła mi,że pojawi się młoda blondwłosa piękność na zamku - uśmiechnął się wesoło młody czarodziej.
Czyli kochałeś ją ponad życie prawda? Nadal ją kochasz? - byłam ciekawa i zawiedziona. Podkuliłam nogi pod brodę wpatrując sie w podłogę. Czyli na pewno nie mam u niego szans. Co za pech. A jest taki słodki. Ten jego uśmiech,te oczy,te uszy. Sam seks. Mówię wam! Oj brałabym brała. *_*
Tak to prawda. Kochałem ją i kocham,ale ona kazała mi zająć się Gajuszem i innymi. Mam pomagać Arturowi. - uśmiechnął się blado.
Rozumiem. Gajusz na pewno Cię potrzebuje. Powinieneś do niego iść - tak wiem. Jestem bardzo gościnna. Powinnam go zatrzymać,pocałować czy coś,ale nie umiem. On kocha tamtą dziewczynę,a ja nie mogę nic z tym zrobić. Nic,a nic. Zabolało troszkę. Ale co poradzę. Jakoś to przeżyję,pocierpię,pocierpię i mi przejdzie. Ta jasne,przejdzie mi? Ciekawe kiedy. Przymknęłam oczy nie zwracając już na nic uwagi.
Merlin wyszedł bez słowa. Tylko się uśmiechnął,jakby wiedział,że chcę zostać sama. Wydawało mi się nawet,że próbuje odczytać moje zachowanie,jakby chciał się dowiedzieć,co czuję. No już facet się dowiesz. A idźcie z facetami. Powiem ojcu,że chcę zostać siostrą zakonną. O tak Olivia siostra nad siostrami! To byłoby genialne nieprawdaż? Szkoda tylko,że się nie nadaję. Zawsze mogę zostać starą panną. Zaczynam wariować,ale ja jestem głupia doprawdy. Och i znowu moje użalanie się nad sobą. Olivio spokojnie. Odetchnij,oddychaj. Tak po prostu teraz zaczęłam się śmiać. Z samej siebie i z tego wszystkiego. Śmiałam się i płakałam,nawet nie pojawiłam się na kolacji. Nie miałam ochoty. Tak po prostu znów zamknęłam oczy i zasnęłam. Spałam gdzieś do drugiej,gdy nagle usłyszałam kroki. Cholercia kto mi się krząta po pokoju. Otwieram jedno oko,potem drugie. I kogo widzę? Jakiegoś rycerzyka stojącego obok. No shit. Co on ode mnie chce no kurde. Uniosłam się do pozycji siedzącej wpatrując w niego wymownie,a ten ni z gruchy ni z pietruchy rzucił się na mnie jak lew na żarło. Co to ma być? Jakiś rycerzyk napada na mnie w środku nocy. Mamo ratuj,a przepraszam. Nie mam matki. Ojciec weź go ode mnie! Niestety na moje nieszczęście to nie był rycerz Camelotu i był zbyt silny. Dobierał się do mnie no. O mamuniu. Q-Q On chce mnie zgwałcić. Kopałam go i wyrywałam się,a ten dalej swoje. I wiecie co kurde zrobił? Zerwał ze mnie ciuchy i tak. Odebrał mi moją dumę. Jakby to go bawiło. Darłam się w wniebogłosy,błagałam,żeby przestał. Był okrutny. Bawił się mną,mój krzyk z bólu sprawiał mu przyjemność. Robił ze mną co chciał. Dotykał mnie po całym ciele z brutalnością,jakby chciał to mógłby mnie zabić. Zaniosłam się płaczem. Już bym wolała zdychać niż przeżywać takie coś. Cały zamek spał. Nikt mnie nie słyszy. Weźta się obudźcie do cholery i ratujcie księżniczkę! Wtem ni z gruchy,ni z pietruchy wpadł do mej komnaty mój rycerz. No zgadnijcie kto? No kto? Merlin! Nie wiem jakim cudem mnie usłyszał. Coś tam wymruczał,a gwałciciel odleciał do tyłu. Merlin przywalił mu lekko. Usłyszałam gruchotanie kości i zastanawiałam się,czy to tego faceta,czy Merlina dłoń. Ech biedaczek. Po 5 minutach wbiegł Artur. Dorwał tego drania i poszedł z nim do lochów. Osobiście go zaprowadził. Ja natomiast siedziałam na łóżku cholernie zszokowana i zdołowana. Nienawidzę czegoś takiego. Ukryłam twarz w dłoniach becząc jak dziecko. No,ale przynajmniej miałam powód. Tak teraz też mogę popełnić samobójstwo. Nareszcie. Będę szczęśliwa. Tylko nie mogę,jestem na to za słaba. Ech. Zaczęłam ryczeć jeszcze bardziej. A Merlin? Usiadł obok mnie i objął ramieniem. Tak. Szoken no nie? Też jestem w szoku,ale takie sytuacje są najgorsze. Nawet tego nie odratuję. Blee czuję się popsuta. Poważnie. Q-Q Popsuli wam Olivię! QAQ
Proszę nie płakać. Nie mogę na to patrzeć. Jeśli panienka chce zostanę tutaj i będę strzegł. Nie pozwolę Cię skrzywdzić Olivio. Obiecuję,jak zauważyłaś jestem czarodziejem. Przepraszam,że nie przybiegłem wcześniej - ucałował moje blade czółko i zdjął z siebie koszulę ukazując swój torsik. Nałożył na mnie swą odzież i mocno mnie wtulił w siebie. Dajcie chusteczki. Będzie krwotok z nosa. Oj będzie!
Przepraszam. Ja tylko. Czuję się taka popsuta,wykorzystana. To po prostu dla mnie nie pojęte. Jak on wszedł i dlaczego ja. - westchnęłam kręcąc głową - Tak wiem Merlinie. Zorientowałam się,że jesteś czarodziejem po Twoim ratunku. Wiesz. Najważniejsze jest to,że się pojawiłeś. Dziękuje - ucałowałam jego policzek.
Nie masz za co. Może przynieść koszulę z szafy? Czy moja koszulka wystarczy? - spojrzał na mnie nieco zmieszany. Tak pewnie nie widział kobiety o moich kształtach. Byłam trochę pulchna. Nie tak jak brat,ale miałam co nieco tu i tam. Na pewno miałam największe cycki w okolicy. Uniosłam brew ku górze waląc Merlina w ramię.
Ej! Nie patrz się tak. Wystarczy Twoja koszula,ale muszę ubrać jakieś spodenki. Poczekaj. - podniosłam się i ubrałam króciutkie spodnie,po czym położyłam się znów.
Teraz możesz spać. Ja będę czuwał. Obiecuję. Nie odejdę od Ciebie na krok,a jutro porozmawiam z Twoim bratem,czy mógłbym się Tobą opiekować. - mój wybawca pocałował mnie w czoło i chwycił za rękę. Chyba nie chciał mnie puścić,bo się bał,że ktoś mnie skrzywdzi.
Spróbuję zasnąć,ale Ty też powinieneś. Wiem też,żę jakby coś się działo to się zbudzisz.A co do mojego brata,to wątpię,że się zgodzi. Także dobranoc Merlinie. Do rana - wtuliłam się w jego klatkę piersiową wciągając nosem ten jego slodki zapach,który tak mnie uspokoił. Oj chyba nie oddam mu tej koszulki. Na tę myśl uśmiechnęłam się mimowolnie i zamknęłam oczy,po chwili zasypiając.
Dobranoc Olivio. Śpij dobrze. Pamiętaj. Ze mną jesteś bezpieczna - Merlin przymknął swoje niebieściutkie oczka i zasnął. OPboje udaliśmy się do krainy wiecznego spoczynku. No to jutro będzie awantura. Ojciec na pewno nie popuści temu,kto mnie skrzywdził. Oj chętnie sama bym mu coś zrobiła. Obcięła głowę.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)