Nocia dedykowana Lisie. For You kochana. ;3
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spałam sobie smacznie śniąc o pomidorach,aż tu nagle obudził mnie jakiś okropny zapach. Spojrzałam na winowajcę i ujrzałam Lisę,która trzymała cudownie pachnącą skarpetkę,jednym słowem mówiąc śmierdzącą. To było straszne! Czy ona chciała mnie zabić? O.O Zerknęłam w lewo,a Merlin jak gdyby nigdy nic spał niewzruszony. Czyli wychodzi na to,że tylko ja mam taki zajebisty węch i wszystko wyczuję! Ou yeah *_*
~ Lisa,TY małpo chciałaś mnie zabić? Q-Q - jęknęłam z bólem w sercu. Jak ona tak mogła no jak jak jak?
~ Oj tam,Olivio pomyślałam sobie,że wybierzemy się na małe polowanie. - rzekła uradowana ze swych czynów zacna siostra Merlina.
~ Jasne. Niech będzie. - oznajmiłam i wygramoliłam się spod kołderki,spadając z łóżka. Leżałam twarzą na ziemi. Zerknęłam na Lisę,a ta się śmiała. Podniosłam się,wzięłam miotłę i wymierzyłam w Lisę.
~ No co? To było nieziemskie! - zachchotała brunetka.
~ Waćpanna przestanie się śmiać,albo waćpannę dźgnę w nerę miotełką! - zagroziłam jej.
~ Orzesz w mordę jeżozwierza. Pani wybaczy. - skłoniła się lekko i pokazała język dźgając mnie w nerę palcem.
~ O nie! Lisa! - pisnęłam przerażona i dorwałam ją. Zaczęłam łaskotać.
~ Nie,błagam przestań. Obudzisz Agnes,Merlina i Gajusza. - Lisa śmiała się wniebogłosy.
~ I tak powinni już wstać! - łaskotałam dalej niewzruszona.
~ Okrutnica! - wyrwała mi się i zwiała.
~ Lisa wracaj! - krzyknęłam wybiegając za nią. Biegłam i biegłam,wymijając mieszkańców zamku. O mały włos i wpadłabym na sir Percivala. Spojrzał na mnie jak na wariatkę,a ja pobiegłam dalej machając mu i szczerząc się jak jakiś debil. Dorwałam Lisę za drzwiami komnaty Morgany. Chwyciłam ją za nadgarstek i poprowadziłam na bok.
~ Dobra chodź na te polowanie! - dorwałam dwa konie i podałam jednego Lisie. Wsiadłam na swojego i ruszyłam do lasu. Uwielbiam włóczyć się po lesie we dwie osoby. Przynajmniej mamy ciszę i spokój. Lisa ruszyła za mną. Obie jechałyśmy na koniach,nie zważając na to,czy ktoś nas spotka,czy będą nas szukać. akurat to nas nie obchodziło. wyciągnęła włócznię z pochwy i podałam Lisie. Upatrzyła sobie piękny okaz jelenia. Trafiła go włócznią i bam jeleń padł trupem. Zsiadłam z konia i ruszyłam w stronę zabitego zwierza. Związałam go sznurkiem i położyłam na koniu. spojrzałam w prawo,jakby coś mnie tam ciągnęło i ujrzałam tam piękny okaz konia. Tyle,że to nie był koń. to było coś więcej. Miało róg na czole. chyba jednorożec. Uradowana podbiegłam do zwierzęcia i przytuliłam je mocno. Lisa podbiegła do mnie,jakby nie wiedząc o co chodzi. Gdy ujrzała zwierzę,też je pokochała. Było przecudowne. Takie małe bezbronne zwierzątko. Ja chcę je do zamku! Tuliłyśmy się tak do zwierzęcia aż tu nagle,ni stąd ni zowąd wyskoczył nam ktoś przed oczami. Kobieta,a przynajmniej tak wyglądała. Była ubrana w długą pelerynę,czarny gorset i czarne leginsy. Istna bogini sexu co nie? A jej kłaki się wyróżniały. Były niebieskie. Co to jakaś moda na niebieskie kłaki? Ja też takie chcę! Na pewno by mi pasowały! xD
~ Kim jesteś? - spytałam nadzwyczaj mądrze.
~ Ja? Jestem Sindy Tetsuya i jestem opiekunką jednorożców. - oznajmiła nam kobitka.
~ Serio? Ja jestem Olivia Pendragon i jestem córką króla Uthera,a to Lisa. siostra Merlina. - oznajmiłam kobietce.
~ Cóż was tu sprowadza niewiasty? - wybrząkała Sindy,wpatrując się w nas.
~ Polujemy na zwierzęta. Nie licząc jednorożców,bo to cudne zwierzęta! - rzekła Lisa.
~ Rozumiem. Może wybierzecie się ze mną na spacerek? - poprosiła grzecznie Sindy,skacząc radośnie w stronę jeziora.
~ Jasne. Kocham spacerki. Spacerki są takie zacne! - oznajmiłam z radością i ruszyłyśmy we trzy na małą przechadzkę. Szłyśmy i szłyśmy,a końca nie było widać. Wkońcu przystanęłam lekko zmęczona. Ileż można chodzić w kółko? Zrobiłam minę mówiącą,że mam dość i usiadłam na trawie. Ciekawe co robią w zamku. My tu się lenimy i spacerujemy,a nas to pewnie szukają. Zamyśliłam się wpatrując w niebo. Jeśli ojciec się dowie o tym,że podkochuję się w słudze brata,będzie z nami cienko. Nie chciałam,żeby komukolwiek cokolwiek się stało,a znając ojca jeszcze by coś zrobił Merlinowi. Wstałam i westchnęłam cicho. Postanowiłam wracać,chciałam to oznajmić Sindy i Lisie. Podniosłam głowę do góry i spojrzałam na obie. I co ujrzałam? Obie tańczyły jakiś dziwny taniec wygibaniec. Otworzyłam oczy ze zdziwienia.
~ Ekhem a co wy robicie? - spytałam je.
~ Tańczymy. - rzekły mi obie.
~Zajebisty taniec. -jęknęłam przerażona,patrząc na nie. Po chwili sama się do nich przyłączyłam. no chyba mnie pojebało do reszty. Tańczę jakieś dziwne tańce,zamiast wracać. Odskoczyłam na bok i spojrzałam wymownie na nie.
~ Koniec! Idziemy do zamku. - krzyknęłam,na co obie zerknęły na mnie jak na wariatkę.
~ Daj spokój,chodź tańczyć. - poprosiła Lisa.
~ Nie mam ochoty. Ja wracam,a wy róbcie co chcecie. - wzruszyłam ramionami i ruszyłam w kierunku zamku. Szłam przez las co chwilę się potykając. Chciałam być jak najszybciej na miejscu. Po chwili usłyszałam kroki za sobą. Obróciłam się do tyłu i zobaczyłam Sindy i Lisę. dogoniły mnie i szłyśmy ramię w ramię. Przed wejściem do zamku przed naszymi twarzami wyrósł ogromny wąż. Spojrzałam na zwierzę wzrokiem mówiącym; 'wtf'' i wyciągnęłam z pochwy miecz. Wymierzyłam w niego,chcąc go trafić. Jednakże nie udało mi się. Zwierzę odtrąciło mi z rąk miecz,a ja wylądowałam koło muru. Lisa zaatakowała,rzuciła się na węża z wściekłością. Ugodziła go w szyję. Podniosłam się i chwyciłam swój miecz,podbiegłam do zwierzęcia i wymierzyłam cios. Obcięłam mu głowę,ale zanim to zrobiłam wąż ugryzł mnie w rękę. Skrzywiłam się i dokonałam ciosu. Gdy pokonałyśmy potwora usiadłam na ziemi. Zrobiłam się senna,zamknęłam powieki i straciłam przytomność. Usłyszałam głosy. Ktoś widocznie biegł w naszą stronę,potem poczułam jak ktoś mnie podnosi. Mimo iż byłam nieprzytomna czułam wszystko i słyszałam.
~ Co się stało? - spytał przerażony Artur.
~ Wąż ją ugryzł,ale udało jej się go zabić. - oznajmiła Sindy.
~ A TY to kto? - spytał inteligentcie Artur.
~ Ja? Jestem Sindy Tetsuyya. - oznajmiła pani jednorożców.
~ Aha. Zabiorę ją do zamku. Chodźcie ze mną. - wziął mnie na ręce i ruszył do mojej komnaty. Chciałam otworzyć oczy,jednakże nie umiałam. Nie udawało mi się.
~ Połóż ją na jej łóżku panie. - rzekła Lisa.
~ Wiem wiem. Idźcie po Gajusza. - Artur położył moje ciało na łóżku i wpatrywał się we mnie. Po chwili do mojej komnaty wpadło kilka osób. Słyszałam glosy i rozpoznałam Lisę,Gajusza,Artura no i ten ostatni głos. Tak dobrze mi znany. Merlin.. Jednak to nie wszyscy,przemówiły jeszcze dwie osoby. Rozpoznałam głos Elizy i Sindy. Zawzięcie o czymś rozmawiali,a nawet się sprzeczali. Wyliczyłam,że w mojej komnacie znajdowało się sześć osób. Dopóki nie usłyszałam głosu ojca...
~ Gdzie ona jest? - do mojej komnaty wpadł wystraszony ojciec.
~ Leży na łóżku. - oznajmił Artur.
~ Gajuszu,czy ona z tego wyjdzie? co jej jest? - spytał medyka król.
~ Sądzę,że w jej organizmie jest jad węża. Zrobię wszystko co w mojej mocy,żeby się go pozbyć. - rzekł Gajusz.
~ Zapewne potrzebujesz pomocy. Niech bliźniaczki,Gwen i Merlin Ci pomogą. - ojciec ucałował moją dłoń i wyszedł.
~ Idę się nim zająć. Z Morganą się nim zajmiemy,a wy postarajcie się,żeby Olivia była cała i zdrowa - Artur wyszedł za ojcem. Ktoś usiadł na łóżku i chwycił mnie za dłoń.
~ Mamo,proszę. wyjdź z tego. - jeknęła eliza. Zaczęła płakać.
~ Zabierzcie ją stąd. - poprosił Gajusz.
~ Ja z nią pójdę. - oznajmiła wszystkim Gwen i wyszła z małą. Ruszyła do króla.
~ Gajuszu jak Ci pomóc? - spytał go Merlin.
~ Nie wiem,czy będziesz potrafił. - westchnął medyk.
~ Uważasz,że to czary? - spytał przestraszony chłopak.
~ Myślę,że ktoś celowo chce doprowadzić do załamania nas wszystkich. - pokręcił głową Gajusz.
~ Spokojnie,coś znajdziemy. Będzie dobrze. - Merlin był dobrej myśli.
~ Idź do Artura,on Cię potrzebuje. - poprosił go Gajusz. Merlin wyszedł. Gajusz został sam z Sindy,Agnes i Lisą. Ciekawe co ze mną zrobią.
~ Potrzebuję wody,łez jednorożca,kwiatów,liści i noża. - wyliczył medyk. Dziewczęta przyniosły mu wszystko po kilku minutach. Gajusz zrobił preparat dla mnie i posmarował nim ranę. Dał mi coś do wypicia. Otworzyli mi buzię i wlali to coś. Musiałam połknąć,więc zmusiłam się do połknięcia tego. Wciąż leżałam niczym jakaś lalka. Cholera chcę wstać. Czułam się dziwnie,teraz ja leżałam,a Merlin z raną biegał po królestwie. Moja wina. Gdybym nie nadziała się na węża. Po chwili ręka zaczęła mnie piec,a ja tylko się skrzywiłam. Cholernie bolało. Zwijałam się z bólu,gdyż poczułam także ból w klatce piersiowej. Bolało niemiłosiernie. Błagałam,żeby przestało. Na zewnątrz usłyszałam kłótnię. Ojciec z Merlinem rozmawiał o mnie,a Artur się wtrącił. Czy ja dobrze usłyszałam? Ojciec zabronił Merlinowi zbliżać się do mnie,a Arturowi puszczać go w moją stronę. dlaczego to zrobił? Bo wiedział,że zależy mi na Merlinie,a przecież Merlin jest sługą Artura. Po moim policzku poleciała łza. Dlaczego to wszystko jest takie dziwne. Ból się nasilił. Kręciłam isę na wszystkie strony,chciałam się obudzić i pozbyć bólu. Jęknęłam głośno,to było nie do zniesienia. Do pokoju ktoś wbiegł.
~ Olivia? - spytał Artur. - Co się dzieje?
~ Spokojnie synu. Gajuszu? - spytał Uther medyka.
~ Ma bóle. Nie chcą ustąpić. Myślę,że Eliza i Merlin powinni nad nią czuwać. - oznajmił medyk.
~ Eliza i Merlin? Jesteś pewien? - spytał mój ojciec.
~ Oczywiście. - przytaknął Gajusz.
~ No dobrze. Merlinie,Elizo wejdźcie! - rzekł król.
~ Zostańcie z nią. Strzeżcie jej. - wybąkał Gajusz i wszyscy prócz Merlina i Elizy wyszli.
~ Trzymaj się mamo. Wyjdziesz z tego. - mała blondwłosa dziewczynka chwyciła moją bladą dłoń.
~ Olivio musisz walczyć z bólem. Jeśli pozwolisz,żeby jad doszedł dalej umrzesz. - oznajmił mi Merlin. Starałam się walczyć. Oboje trzymali mnie za ręce. A ja walczyłam z bólem. Czułam w ciele gorącą ciecz,czyżby jad rozprzestrzeniał się coraz szybciej. Błagałam w myślach,żeby przestał. Po chwili ujrzałam jakąś kobietę w swoim ciele. Uśmiechała się do mnie,a obok niej pojawił się wąż. Spojrzałam na nią wystraszona,a ona jakby rozbawiona wyciągnęła w moją stronę dłonie. Chwyciłam ją za ręce,a ból ustał. Poczułam się lepiej i opadłam na poduszki. Podziękowałam kobiecie skinieniem głowy. Widać było,że była dobra. Ciekawe kto to był. Wyglądała jak mama. Może mnie broniła przed potworem. Wiem tylko tyle,że usunęła jad z mojego ciała. Byłam jej wdzięczna. Usłyszałam w swoich myślach tylko: 'jako podziękowanie uważaj na siebie i strzeż młodego czarodzieja oraz swojego brata'. Szepnęła mi kobieta i zniknęła. Odpłynęłam. Udałam się do krainy snów. Po kilku godzinach odzyskałam czucie w ciele i deklikatnie poruszyłam ręką,po czym otworzyłam oczy.
~ Olivia? - spytał rozespany Merlin.
~ Mama? - ucieszyła się Eliza.
Uśmiechnęłam się do nich delikatnie otwierając oczy,przytaknęłam głową i podniosłam się.
~ Tak to ja. - powiedziałam cichutko. Oboje mnie mocno przytulili. Wtuliłam się w nich. Eliza poszła po resztę. Wszyscy wpadli do mojej komnaty i mnie wyściskali. Gajusz oznajmił im,że potrzebuję odpoczynku. Wszyscy się zgodzili,a ja tylko chciałam,żeby Merlin został. Gdy Eliza,tata,Artur,Agnes,Lisa,Morgana,Gajusz,Gwen i Merlin zaczęli ruszać do wyjścia. Ja usiadłam na łóżku i wstałam. Spojrzałam na Merlina i delikatnie chwyciłam go za dłoń.
~ Zostań. - poprosiłam go.
~ Nie mogę. - oznajmił mi. - Przykro mi. - pocałował mnie w czoło.
~ Dlaczego nie? - posmutniałam.
~ Nie jestem dla Ciebie. Jesteśmy różni. Ty jesteś księżniczką,a ja sługą Twojego brata. Ja jestem czarodziejem,a Ty córką człowieka,który nienawidzi magii. - westchnął Merlin.
~ Nie interesuje mnie różnica. W miłości ona się nie liczy. - mruknęłam do niego.
~ Olivio,to nie ma sensu. Przykro mi. - pocałował mnie w policzek i wyszedł. Był smutny,to było widać. Ja tylko rzuciłam się na łóżko i skuliłam. Nie odezwę się,ani do Merlina,ani do ojca przez jakiś czas. Skoro tak to ma wyglądać,to zacznę flirtować z jakimś rycerzem. Ugh. Jakież to życie jest okrutne. Z tą myślą wymęczona tym wszystkim zasnęłam.
hahaha, o nie mogę. Dobraa notka... I dziękuje :3
OdpowiedzUsuń