Zbudziłam się rano i spojrzałam na okno. Wstałam i odsłoniłam zasłony. Zaczęłam wpatrywać się w okno,wspominając wczorajsze wydarzenia. Westchnęłam. Czy to musi być takie trudne? Dlaczego ojciec tak się zachowuje. Walnęłam dłonią w ścianę. Mam tego dość. Wyjadę. Nie wiem gdzie,ale wyjadę.
Z tą myślą wyszłam z komnaty i udałam się do sali tronowej,gdzie teraz odbywało się śniadanie. Wchodząc,wymusiłam na twarzy uśmiech i zasiadłam do stołu. W ekspresowym tempie zjadłam śniadanie i wyszłam z sali. Udałam się do Gajusza na kontrolę. Weszłam do niego z lekkim uśmiechem,ale uśmiech zszedł z mojej twarzy,gdy ujrzałam Merlina. Westchnęłam cicho i skrzywiłam się lekko. Musiał mnie unikać i nie odzywać się ani słowem. Jakie to trudne! Tak bardzo chciałam z nim porozmawiać,jednakże nie mogłam. Ze łzami w oczach stałam i czekałam,aż Gajusz skończy sprawdzać moje rany i mój stan. Gdy skończył wyszłam i pobiegłam do siebie. Usiadłam na łóżku. Westchnęłam i wstałam. Nie ma mowy. Nie dam się. Pokażę im wszystkim,że potrafię bez nich żyć. Z tą myślą wyszłam z komnaty i poszłam do Percivala. Młody rycerz,widząc mnie nieco się zdziwił.
~ Moja pani. Co Cię tu sprowadza - spytał młodzieniec.
~ Chciałabym Cię prosić,abyś wybrał się ze mną na mały spacer. Co TY na to? - spytałam.
~ Z przyjemnością - wziął mnie pod rękę i poszliśmy.
Udaliśmy się na przechadzkę po lesie. Opowiedziałam Percivalowi o wydarzeniach wczorajszego dnia. Chłopak obiecał porozmawiać z Merlinem. Gdy tak spacerowaliśmy ujrzałam małego bruneta. Chłopak przyglądał mi się z zaciekawieniem. Puściłam Percivala i podeszłam do chłopca wyciągając ku niemu swoją drobną dłoń. Chłopiec niepewnie za nią chwycił. Przytuliłam go do siebie,
~ Co tu robisz sam? - spytałam go.
~ Chodzę. Nie mam rodziny,ani przyjaciół księżniczko. Jestem Mordred - mruknął chłopiec.
~ Mordredzie może pójdziesz z nami do Camelot? - zaproponowałam.
~ Nie mogę. Twój ojciec mnie zabije. Jestem druidem. - chłopiec posmutniał.
~ Obiecuję,że nikt Cię nie skrzywdzi. Nie pozwolę na to! - oznajmiłam.
Chłopiec zgodził się iść ze mną. Wzięłam go za rękę i wróciliśmy w trójkę do Camelot. Poszłam z Mordredem do ojca i oznajmiłam mu,że od dzisiaj zajmę się tym chłopcem. Ojciec o dziwo się zgodził. Uradowana wzięłam Mordreda za rękę i poszliśmy w stronę mojej komnaty. Morgana wraz z Gwen poszły za nami. Merlin spojrzał tylko ukradkiem na nas i westchnął. Ja natomiast spuściłam wzrok i przygryzłam wargę. Chłopiec widząc to,ścisnął mocno moją dłoń. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie. Po jakimś czasie weszliśmy do mojej komnaty.
Mordredzie jak na razie musisz spać ze mną. Niestety,ale później poproszę Agnes i Lisę,żeby znalazły komnatę dla Ciebie dobrze? - uśmiechnęłam się.
Mały tylko pokiwał głową i usiadł na łóżku. Przytuliłam go mocno. Gdy weszła Morgana i Gwen,chłopiec przywitał się z nimi. Okazało się,że obie go znają. Myślę,że to dobre dziecko. Przynajmniej ja mam zamiar zrobić,żeby tak było. Pokochałam tego malucha. Będę go traktowała jak syna,lub brata.
Podałam mu kilka ciuchów na przebranie. Miałam nadzieję,że mu się tutaj spodoba. Chłopiec przebrał się i oboje ruszyliśmy na przechadzkę po zamku. Pokazywałam mu wszystko,a on słuchał mnie z zaciekawieniem. Powiedział mi,że będę wspaniałą matką kiedyś. Zaśmiałam się na jego słowa i pokręciłam nieco głową. To niedorzeczne. Chłopiec przystanął gdy tylko koło nas przeszedł Merlin. Nie wiem co Mordred zrobił,ale Merlin podszedł do nas i stał tak wpatrując się we mnie.
~ Merlinie? Czy coś się stało? - spytałam.
~ Przepraszam. - przytulił mnie.
~ Za co? - zdziwiłam się.
~ Za moje słowa. Nie chciałem Cię zranić ani opuścić. Po prostu stwierdziłem,że tak będzie lepiej - westchnął.
~ Już dobrze. Nic się nie stało. - przytuliłam go mocno i pocałowałam w policzek.
~ Ale i tak przepraszam. - mruknął tuląc mnie.
~ Oj przestań już. Chodź z nami na spacer. - zaproponowałam.
~ Dobrze. Pójdę. - przytaknął Merlin.
Do nas przyszła mała Eliza. Ja,Mordred,Merlin i Eliza poszliśmy na spacer. Czułam się przy nich wyjątkowo. Tak. To było uczucie jakbyśmy byli rodziną. Merlin nawet zgodził się ze mną,że dobrze robię biorąc pod opiekę małego. Czas spędziliśmy w parku na pikniku. Śmialiśmy się,wygłupialiśmy,przytulaliśmy. Wszyscy byliśmy szczęśliwi. Po pikniku wróciliśmy do zamku. Ja i Mordred oraz Eliza udaliśmy się do mojej komnaty,a Merlin niestety musiał iść pomóc Arturowi. Jak zwykle. Pomachałam mu i obiecałam,że odwiedzę go wieczorem. Przygotowałam kolację dzieciakom i podałam im. Gdy jedli,ja ścieliłam im moje łóżko. Po skończonym posiłku Mordred i Eliza wykąpali się i położyli spać. Wyściskałam ich i poszłam do Merlina. Chłopak już tam był. Przytuliłam się do niego i pocałowałam w policzek. Położyłam się na jego łóżku,a on obok mnie. Objął mnie i oboje zamknęliśmy oczy. Zasnęłam myśląc o mojej rodzinie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz