wtorek, 28 sierpnia 2012

Powrót do domu.

Minęło kilka lat odkąd byłam w domu w Camelot. Mieszkałam przez ten czas w Eldor u przemiłej kobiety,która dużo opowiadała mi o swoim synu. Jej opowieści codziennie słuchałam z zaciekawieniem. Były niesamowite. Matka chłopaka powiedziała mi,że ponoć jej syn mieszka w Camelocie i uczy się u jej przyjaciela Gajusza. Byłam zdziwiona owym faktem. Przecież Gajusz nie miał ucznia,ale może przez te 10 lat cokolwiek się zmieniło? Tak gdy miałam 9 lat zostałam wywieziona do wioski. Pamiętam,że w dzieciństwie widziałam jakiegoś chłopca u kobiety, z którą jeszcze niedawno mieszkałam. Na początku dostała mnie biedna rodzina bezdzietna. Cieszyli się na córkę. Teraz wracam do domu. Nie mogę się doczekać zobaczyć brata. Tak Artur Pendragon to mój brat,bliźniak. Starszy ode mnie o niecałą godzinę. Bydle jedno no. Wiecie co? Jak tak można do cholery! Zawsze mi to wypomina. Ach zapomniałam się. Tak więc. Dojechałam dyliżansem pod zamek. Jeden z rycerzy.,jak mniemam Gwain pomógł mi wyjść. Wyszłam więc i przywitałam się z ojcem,następnie z kuzynką Morganą i bratem. Za bratem zauważyłam chłopaka. Zaciekawiona nim zaczęłam mu się przyglądać,na co ojciec przywrócił mnie do porządku. Razem z Arturem i Morganą weszłam do zamku. Za nami szedł on.,ten chłopak. Czułam na sobie jego wzrok. Oczywiście jak zwykle sprzeczałam się z Arturem o jego wielki brzuch i o to kto jest starszy. Ja i mój brat bardzo różniliśmy się od siebie. Byliśmy przeciwieństwami. On był taki jak ojciec,a ja? Ja byłam przyjacielska,miła i pomocna. Wraz z bagażami udałam się do pokoju żegnając z Arturem i Morganą,którym dałam małe upominki. Weszłam do komnaty. Nic się nie zmieniła. Wyciągnęłam z kufra mały pakunek i ruszyłam do Gajusza. Weszłam do środka,przywitałam się z nim i znowu spotkałam tego chłopaka. Jak się okazało to był syn tej kobiety. Opowiedziałam im,że owa kobieta jest bardzo miła. Merlin,bo tak miał na imię ten chłopak ucieszył się,że ktoś się opiekował jego matką,gdy on nie mógł. Wiedząc,że za chwilę będzie uczta pocałowałam Gajusza w policzek i pomachałam Merlinowi. Ruszyłam do swojej komnaty,tam spotkałam swoją dobrą przyjaciółkę Gwen. Ona pomogła mi się przebrać,tak samo jak Morganie. Wraz z nimi udałam się na ucztę. Usiadłam obok Artura przewracając co chwilę oczami. Merlin stał z Gajuszem obok Gwen.,nie wiem co ma ten chłopak w sobie,ale coś mnie do niego ciągnie. Jakby samo jego istnienie dawało mi tlen, czuję się przyciągana magnesem w jego stronę. Pokręciłam lekko głową. Przecież to niedorzeczne. Czyżbym się zakochała. Zaczęłam o tym rozmyślać. Jednak moje rozmeślanie przerwał mi mój kochany brat. 
Olivio, mogłabyś mi powiedzieć dlaczego sie przyglądasz Merlinowi? - spytał mnie mój kochany i jakzę denerwujący brat Artur.
Arturze,jeśli możesz nie interesuj się tym. Poza tym nie Twoja sprawa. - ryknęłam na niego,wstałam od stołu i zła na niego,że wyciągnął mnie z moich dumań udałam się do swego królestwa (czytajcie mieszkanka). Weszłam do środka i rzuciłam się na łóżko. ( Tak tak wiem księżniczce nie przystoi,ale co mi tam. -,- XD ) Gdybym mogła,to na pewno w tej chwili strzelałabym piorunami. Byłam wściekła. Nienawidzę,gdy ktoś mi przerywa dumanie. Cholera jasna no. Że też ten Artur musi swojego nosa wepchać w nie swoje sprawy. Podniosłam się do siedzącej pozycji i spojrzałam w sufit. Tak jedyna rzecz jaka mnie inspirowała do namysłów to sufit. Nie wiem dlaczego,ale uwielbiam się w niego wpatrywać. Zamyśliłam się,tak patrząc. Merlin,Merlin,Merlin. Ciągle to imię kszątało mi się po głowie. Teraz już wiem,że jestem w nim zakochana. No skumajcie mnie. Nie znam człowieka,widzę go pierwszy raz na oczy i już się w nim zakochałam? Dziwne nie? Kurde no. To jest po prostu chore,ja jestem chora. Moje życie jest chore. Kto chciałby mieć ojca tyrana? Co mu przeszkadzają czarodzieje,druidzi? Przecież Ci,którzy teraz żyją nic mu nie zrobili,a on ich krzywdzi. Cholerka. Chciałabym,żeby wreszcie był spokój,żeby nie było tych chorych wojen i sprzeczek o wszystko. Czy to wszystko musi być takie trudne? Ja już nie wytrzymam tego dłużej. Jeśli ojciec znów skrzywdzi biednych druidów,to ja Olivia Pendragon powieszę się na linie na balkonie zamku. Albo zabiorę Gajuszowi jakąś trutkę. Tak to będzie piękne,tym bardziej,że do moich kłopotów dołączyła jeszcze ta chora miłość. 
Nagle usłyszałam otwierane drzwi. Wyrwało mnie to oczywiście z tego marudzenia wam i użalania się nad sobą,może to i dobrze. Spojrzałam w tamtą stronę i nie zgadniecie kogo tam ujrzałam. Merlina! Stał sobie jak gdyby nigdy nic. A obok niego ten kretyn Artur. Ja wiem,że na pewno w przyszłości zostanie królem,ale kurczę no,mógłby chociaż trochę zmądrzeć. Uniosłam brwi ku górze wpatrując się w nich niczym bazyliszek. Tak tak,chętnie zamieniłabym ich w kamień. No dobra,Arutura. Merlina nawet bym nie tknęła.
Olivio,moja siostrzyczko. Jak wiesz,Merlin jest moim sługą. Postanowiłem odstąpić Ci go na kilka dni. Skoro tak lubisz na niego patrzeć,to będziesz miała przynajmniej więcej okazji - wykrztusił z siebie Artur. Był złośliwy,ja to wiem.
Arturze,nie potrzebuję żebyś mi kogokolwiek powierzył do pomocy. Wiesz doskonale,że potrafię sobie poradzić sama. A co do patrzenia na Merlina,jak już rzekłam przy uczcie. To nie Twój interes. - krzyknęłam w jego stronę kopiąc go w łydkę.
Och siostrzyczko ile brutalności w Twoich czynach,a może nie różnisz się nic ode mnie i od ojca co? - spytał Artek obejmując mnie ramieniem.
Jestem inna niż wy. Zupełnie inna. Krzywdzicie tych biednych ludzi. Druidów i czarodziei,przecież to też są ludzie. Ach i Arturku,braciszku. Weź no schudnij,bo Ci bebzonik wystaje - uśmiechnęłam się wrednie do niego. Tak nareszcie. Punkt dla Olivii. Zatkało Artura. Kipiał złością i to jak. Gdyby mógł to by ział ogniem,o tak. Widok Artka czerwonego ze złości był cudowny. 
Artur po chwili wyszedł,zaś Merlin stał dalej i wpatrywał się we mnie. Westchnęłam cicho. Może powinnam z nim pogadać? Tak na pewno powinnam.
O co chodzi Merlinie? -spytałam chłopaka.
Panienko Olivio,czy na prawdę nie przeszkadza panience ani czarodziei,ani druid? - zdziwił się Merlin.
Dlaczego niby miałby przeszkadzać? Coś TY. Uwielbiam takie towarzystwo. Co prawda przy ojcu nie można być pośród nich,ale czasem spędzałam z nimi czas w ciągu tych 10 lat. Są bardzo mili,a poza tym czarodziei,czy druid przecież to też człowiek Merlinie. Tylko mi nie mów,że opinia ojca i mojego grubego braciszka Ci się udzieliła,bo chyba na zawał padnę! - złapałam się za głowę przerażona.
Spokojnie. Nic takiego nie chciałem powiedzieć,ale znałem kiedyś dziewczynę. Była druidką i zmieniała się w stwora. Zależało mi na niej,jednakże atakowała ludzi i została zraniona. Przez co umarła. A potem została Panią Jeziora. Mówiła mi,że pojawi się młoda blondwłosa piękność na zamku - uśmiechnął się wesoło młody czarodziej.
Czyli kochałeś ją ponad życie prawda? Nadal ją kochasz? - byłam ciekawa i zawiedziona. Podkuliłam nogi pod brodę wpatrując sie w podłogę. Czyli na pewno nie mam u niego szans. Co za pech. A jest taki słodki. Ten jego uśmiech,te oczy,te uszy. Sam seks. Mówię wam! Oj brałabym brała. *_*
Tak to prawda. Kochałem ją i kocham,ale ona kazała mi zająć się Gajuszem i innymi. Mam pomagać Arturowi. - uśmiechnął się blado. 
Rozumiem. Gajusz na pewno Cię potrzebuje. Powinieneś do niego iść - tak wiem. Jestem bardzo gościnna. Powinnam go zatrzymać,pocałować czy coś,ale nie umiem. On kocha tamtą dziewczynę,a ja nie mogę nic z tym zrobić. Nic,a nic. Zabolało troszkę. Ale co poradzę. Jakoś to przeżyję,pocierpię,pocierpię i mi przejdzie. Ta jasne,przejdzie mi? Ciekawe kiedy. Przymknęłam oczy nie zwracając już na nic uwagi. 
Merlin wyszedł bez słowa. Tylko się uśmiechnął,jakby wiedział,że chcę zostać sama. Wydawało mi się nawet,że próbuje odczytać moje zachowanie,jakby chciał się dowiedzieć,co czuję. No już facet się dowiesz. A idźcie z facetami. Powiem ojcu,że chcę zostać siostrą zakonną. O tak Olivia siostra nad siostrami! To byłoby genialne nieprawdaż? Szkoda tylko,że się nie nadaję. Zawsze mogę zostać starą panną. Zaczynam wariować,ale ja jestem głupia doprawdy. Och i znowu moje użalanie się nad sobą. Olivio spokojnie. Odetchnij,oddychaj. Tak po prostu teraz zaczęłam się śmiać. Z samej siebie i z tego wszystkiego. Śmiałam się i płakałam,nawet nie pojawiłam się na kolacji. Nie miałam ochoty. Tak po prostu znów zamknęłam oczy i zasnęłam. Spałam gdzieś do drugiej,gdy nagle usłyszałam kroki. Cholercia kto mi się krząta po pokoju. Otwieram jedno oko,potem drugie. I kogo widzę? Jakiegoś rycerzyka stojącego obok. No shit. Co on ode mnie chce no kurde. Uniosłam się do pozycji siedzącej wpatrując w niego wymownie,a ten ni z gruchy ni z pietruchy rzucił się na mnie jak lew na żarło. Co to ma być? Jakiś rycerzyk napada na mnie w środku nocy. Mamo ratuj,a przepraszam. Nie mam matki. Ojciec weź go ode mnie! Niestety na moje nieszczęście to nie był rycerz Camelotu i był zbyt silny. Dobierał się do mnie no. O mamuniu. Q-Q On chce mnie zgwałcić. Kopałam go i wyrywałam się,a ten dalej swoje. I wiecie co kurde zrobił? Zerwał ze mnie ciuchy i tak. Odebrał mi moją dumę. Jakby to go bawiło. Darłam się w wniebogłosy,błagałam,żeby przestał. Był okrutny. Bawił się mną,mój krzyk z bólu sprawiał mu przyjemność. Robił ze mną co chciał. Dotykał mnie po całym ciele z brutalnością,jakby chciał to mógłby mnie zabić. Zaniosłam się płaczem. Już bym wolała zdychać niż przeżywać takie coś. Cały zamek spał. Nikt mnie nie słyszy. Weźta się obudźcie do cholery i ratujcie księżniczkę! Wtem ni z gruchy,ni z pietruchy wpadł do mej komnaty mój rycerz. No zgadnijcie kto? No kto? Merlin! Nie wiem jakim cudem mnie usłyszał. Coś tam wymruczał,a gwałciciel odleciał do tyłu. Merlin przywalił mu lekko. Usłyszałam gruchotanie kości i zastanawiałam się,czy to tego faceta,czy Merlina dłoń. Ech biedaczek. Po 5 minutach wbiegł Artur. Dorwał tego drania i poszedł z nim do lochów. Osobiście go zaprowadził. Ja natomiast siedziałam na łóżku cholernie zszokowana i zdołowana. Nienawidzę czegoś takiego. Ukryłam twarz w dłoniach becząc jak dziecko. No,ale przynajmniej miałam powód. Tak teraz też mogę popełnić samobójstwo. Nareszcie. Będę szczęśliwa. Tylko nie mogę,jestem na to za słaba. Ech. Zaczęłam ryczeć jeszcze bardziej. A Merlin? Usiadł obok mnie i objął ramieniem. Tak. Szoken no nie? Też jestem w szoku,ale takie sytuacje są najgorsze. Nawet tego nie odratuję. Blee czuję się popsuta. Poważnie. Q-Q Popsuli wam Olivię! QAQ 
Proszę nie płakać. Nie mogę na to patrzeć. Jeśli panienka chce zostanę tutaj i będę strzegł. Nie pozwolę Cię skrzywdzić Olivio. Obiecuję,jak zauważyłaś jestem czarodziejem. Przepraszam,że nie przybiegłem wcześniej - ucałował moje blade czółko i zdjął z siebie koszulę ukazując swój torsik. Nałożył na mnie swą odzież i mocno mnie wtulił w siebie. Dajcie chusteczki. Będzie krwotok z nosa. Oj będzie!
Przepraszam. Ja tylko. Czuję się taka popsuta,wykorzystana. To po prostu dla mnie nie pojęte. Jak on wszedł i dlaczego ja. - westchnęłam kręcąc głową - Tak wiem Merlinie. Zorientowałam się,że jesteś czarodziejem po Twoim ratunku. Wiesz. Najważniejsze jest to,że się pojawiłeś. Dziękuje - ucałowałam jego policzek.
Nie masz za co. Może przynieść koszulę z szafy? Czy moja koszulka wystarczy? - spojrzał na mnie nieco zmieszany. Tak pewnie nie widział kobiety o moich kształtach. Byłam trochę pulchna. Nie tak jak brat,ale miałam co nieco tu i tam. Na pewno miałam największe cycki w okolicy. Uniosłam brew ku górze waląc Merlina w ramię.
Ej! Nie patrz się tak. Wystarczy Twoja koszula,ale muszę ubrać jakieś spodenki. Poczekaj. - podniosłam się i ubrałam króciutkie spodnie,po czym położyłam się znów.
Teraz możesz spać. Ja będę czuwał. Obiecuję. Nie odejdę od Ciebie na krok,a jutro porozmawiam z Twoim bratem,czy mógłbym się Tobą opiekować. - mój wybawca pocałował mnie w czoło i chwycił za rękę. Chyba nie chciał mnie puścić,bo się bał,że ktoś mnie skrzywdzi. 
Spróbuję zasnąć,ale Ty też powinieneś. Wiem też,żę jakby coś się działo to się zbudzisz.A co do mojego brata,to wątpię,że się zgodzi. Także dobranoc Merlinie. Do rana - wtuliłam się w jego klatkę piersiową wciągając nosem ten jego slodki zapach,który tak mnie uspokoił. Oj chyba nie oddam mu tej koszulki. Na tę myśl uśmiechnęłam się mimowolnie i zamknęłam oczy,po chwili zasypiając.
Dobranoc Olivio. Śpij dobrze. Pamiętaj. Ze mną jesteś bezpieczna - Merlin przymknął swoje niebieściutkie oczka i zasnął. OPboje udaliśmy się do krainy wiecznego spoczynku. No to jutro będzie awantura. Ojciec na pewno nie popuści temu,kto mnie skrzywdził. Oj chętnie sama bym mu coś zrobiła. Obcięła głowę.

1 komentarz: